Strona główna / LAWINA
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
Tragedia w Alpach. WAWRZYNIEC ŻUŁAWSKI I ŚMIERTELNA LAWINA NA MONT BLANC DU TACUL- WYPRAWA W ALPY 1957 R.


Stanisław Biel Alpy zdobycie Eigeru zdjęcia galeria

Alpy Matterhorn, akcja ratownicza, zdjęcia galeria

Marian Bała piękne szczyty zdjęcia galeria

Kaukaz Elbrus, Uszba zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Mount Everest zdjęcia galeria
Lawina na Mont Blanc du Tacul w sierpniu 1957 r. Alpy.

Stanisław Biel 

Seria wypadków lawinowych, jaka miała miejsce w Polsce w ostatnich latach wstrząsnęły opinia publiczna. Lawiny i zagrożenia, jakie niosą stały się przedmiotem licznych komentarzy. W artykule tym ograniczam się do omówienia wypadku lawinowego w Alpach, w którym zginął Wawrzyniec Żuławski ówczesny prezes Klubu Wysokogórskiego. Wypadek ten pokazuje, bowiem jak trudno jest ocenić zagrożenie lawinowe.

                                                +++++

lawina

W sierpniu 1957 r. działałem w Alpach Francuskich w grupie Mont Blanc. Byłem uczestnikiem wyprawy klubowej –„ Obóz Francja I.” Osiągnięcia tej wyprawy były spore. Jej uczestnicy przeszli jedne z ówcześnie najtrudniejszych dróg masywu, tj. zachodnią ścianę Petite Dru oraz weszli na Mont Blanc granią Peuterey.

Gdy robiliśmy te powtórzenia nasz kierownik Stanisław Groński  „Mojrzesz” wybrał się z dwo­ma młodymi Jugosłowianami na trawersowanie  Mont Blanc. Wyruszył na nie 9 sierpnia z Col du Midi. Tymczasem w dniu 11 sierpnia popołudniu w masywie Mont Blanc rozpoczęła się gwałtowna burza z wyładowaniami atmosferycznymi i intensywnym opadem: niżej – deszczu, wyżej – śniegu. Trwała ona całą noc. Załamanie pogody zaskoczyło w górach dwa zespoły polskie: Grońskiego w najwyższych partiach Mont Blanc oraz trójkę, którą w początkowych chwilach burzy widziano w podszczytowych partiach Aiguille Verte. O Grońskiego nie baliśmy się. Wg naszych kalkulacji w tym dniu powinien być już na szczycie i zacząć schodzić. Sądziliśmy, że schronił się w niezagospodarowanym schronisku Valotta, gdzie oczekuje na poprawę pogody. Gorsza sytuacja była na Verte, z którego zejście jest długie i lawiniaste. Już 13 sierpnia przedpołudniem dochodzę wraz z pierwszą częścią ekipy polskiej do schroniska Couvercle. Do tego schroniska kierują się wszyscy schodzący z Verte i Dru. Popołudniu nasza ekipa miała się powiększyć o kolejnych towarzyszy. Gdy wyruszyli oni z Chamonix koleją na Mer de Glass na stacji Montanvers napotkali poszukiwaną trójkę. Okazało się, że wycofując się ze szczytu Verte w śnieżycy, pomylili drogę zejściową i opuścili się do dolinki Charpoua trudnym Kuluarem Y. W dolinie tej zanocowali w nieczyn­nym schronisku. Następnego dnia ruszyli w dół i spotkali się z drugą częścią naszej grupy.

To zmieniło sytuację. Odtąd zainteresowanie nasze skupiło się na Grońskim . 15 sierpnia Długosz ze znanym alpinistą francuskim Berardinim podeszli do Va­lotta i stwierdzili, że jest on pusty i nie ma żadnego śladu pobytu zespołu Groń­skiego. To zapowiadało tragedię.

Jeszcze w tym dniu w działania ratownicze włączyła się Służba Ratownicza w Chamonix. Rozpoczęła ona zaplanowaną na szeroką skalę akcję. Już tego sa­mego dnia na Aiguille du Midi wyjeżdża kolejką linową ekipa ratowników z EHM, aby po noc­legu w Stacji Badań Promieniowania Kosmicznego (Cosmique) na stoku tej turni, przejść tra­sę projektowaną przez Grońskiego. Do ekipy tej Żuławski dołączył L. Utrac­kiego, J. Warteresiewicza i mnie.

Reszcie ekipy polskiej zlecono samodzielne działanie :Powierzono im  przeszukanie Grand Plateau. Prowadzi przez nie jedna z dróg zejściowych z Mont Blanc. Wszy­scy koledzy zdolni do akcji wyruszyli do Grands Mulets, gdzie spędzili noc.

Plany te zaburzyła pogoda. Rano 15-go w „Cosmique” Germain, kierownik ekipy Ecole de Haute Montagne ( EHM , poinformował nas, że tra­wersowanie Mont Blanc jest niemożliwe. Komunikat pogodowy zapo­wiada ko­lejne załamanie pogody. My zjeżdżamy do Chamonix a wam radzę zrobić to samo. Pogoda istotnie psuje się wczesnym popołudniem. Podeszliśmy z Francuzami na szczyt Aiguille du Midi, gdzie wyposażony w ra­diote­lefon stał żandarm utrzymujący kontakt z grupą Żuławskiego, która rozpo­częła pene­trację Grand Plateau. Co pół godziny płynęło w eter ostrzeżenie: Allo,allo l’equ.Ipe -polonaise! Descendez, descendez! Le mauvas temps s’approche.- bez­sku­teczne. Dopiero koło 15-tej udaje się nawiązać kontakt z Żuławskim. Melduję mu o sytuacji i proszę o decyzje, co mamy robić. Odpo­wiedź jest jedno­znaczna: Zjeżdżajcie. My też się wycofujemy”. Wróciliśmy,  na­tomiast Grupa Żuławskiego zmęczona i przemoczona zeszła do Chamonix na drugi dzień.

To był koniec działań. 17 sierpnia przed połu­dniem na posterunku żandarmerii w Chamonix podpisano protokół o zakoń­cze­niu poszukiwań. Stwier­dzono w nim, że ze strony zarówno EHM jak i ekipy pol­skiej zostało zrobione wszystko, co było możliwe, że obecnie nie istnieje nawet cień szansy, aby w pa­nujących ostat­nio wa­runkach pogodowych zagubieni przeżyli a odszuka­nie ich ciał jest proble­matyczne. EHM zadeklarowało, że gdy warunki pogodowe poprawią się wyśle patrol, który być może wyjaśni okoliczności wypadku. Protokół pod­pisali m.in. l nasi przedstawiciele: Żuławski i Schramm oraz kolega Jugosłowian Marucic

Tymczasem popołudniu Żuławski spotkał Germaina, który powiedział mu , że jeszcze dziś wyrusza z kolegami na Aguille du Midi na zapowiadany rekonesans. Zasko­czy­ło to Żuławskiego, bo kilka godzin wcześniej o takim terminie nie było mowy. Odpowiedział wiec krótko: Dołączy do was nasz zespół. Nie była to decyzja popularna. Większość członków wyprawy dopiero co wróciła z Grand­s Mulets. Była zmęczona, miała przemoczony sprzęt, ekwipunek. i rozpoczęła przygotowania do powrotu do kraju. Demobilizowała świadomość, że wy­si­łek będzie daremny: nie przywróci życia Mojżeszowi. Na udział w  zespole zgodziła się trójka, która wcześniej współdziałała z ratownikami EHM: Utracki, War­te­re­siewicz, ja oraz Żuławski.

Wieczorem wyjechaliśmy na Aguille du Midi. I tym razem nocowaliśmy w „Cosmique”. Ż Francuzami Germainem, Minsterem, Noevelem, Vauscherem była nas ósemka. O trzeciej nad ranem Germain zarządził wymarsz. Zeszliśmy na przełęcz, gdzie związaliśmy się. Ja z Żuławskim, bo znałem go z prac w Prezydium Sekcji Alpinizmu. W ciemności posuwaliśmy się do góry przecinając w prawo skos pn. flankę Mont Blanc du Tacul. Szliśmy z „lotną asekuracją. Szybko okazało się .że Żuławski, starszy od nas, bez kondycji bo dopiero w ostatnich dniach przyjechał do Chamonix, nie wytrzymuje tempa narzuconego przez Francuzów. Nasi towarzysze oddalali się aż wreszcie zniknęli w szarówce budzącego się dnia Zaczęło się długie i jednostajne deptanie po śniegu.

W pewnym momencie usłyszałem trzask i w mroku zobaczyłem, że sunie na nas masa śniegu. Krzyknąłem: „Lawina!  Rzuciłem trzymany w ręce odcinek liny asekuracyjnej i zacząłem biec. Starałem się uciec z toru sunącego śniegu. Nie wiem ile przebiegłem, gdy poczułem szarpnięcie liny. Chciałem się obrócić zobaczyć, co się stało. Stwierdzić czy Żuławski wywrócił się, czy tez wyczerpałem cały zapas łączącej nas liny.? Tymczasem, gdy tylko lekko skręciłem głowę, dostrzegłem tuż przed nami czoło lawiny. Odruchowo rzuciłem się na śnieg, głęboko wbiłem czekan i wtuliłem głowę w ramiona. Śnieg natarł z potężną siłą. Kurczowo trzymałem się głowicy czekana, mając świadomość, że jeszcze chwila a puszczę ją. lub złamie się czekan. Stało się coś innego. Nagle poczułem, że osuwam się w dół wraz z śniegiem, na którym leżę. Znalazłem się wewnątrz śnieżnej masy pędzącej w dół: obracany, poniewierany Nie wiem, kiedy straciłem czekan i plecak. Co jakiś czas nacisk śniegu malał.Oznaczało to, że lawina, przeskakiwała jakąś szczelinę lub uskok Każde lądowanie mogło być dla mnie końcem Po każdym kolejnym locie oczekiwałem takiego zakończenia.. Za którymś razem pomyślałem. Jak ma być koniec niech wreszcie będzie ! Wiedziałem, że nie ma dla mnie ratunku. Lawina osuwała się w stronę zerwy, jaką stok urywał się do „Corridora” a to musiało dla mnie zakończyć sie tragicznie. Gdy w pewnej chwili znów wybiło nas w górę i przyszło silne uderzenie i gwałtowne szarpnięcie, tracąc przytomność zdążyłem pomyśleć :Stało się i zapytaniem Jak tam będzie?

 Gdy otworzyłem oczy i zobaczyłem szare niebo nie wiedziałem, które to niebo. Dopiero, gdy przy poruszeniu poczułem ból  zrozumiałem że żyje  Ja żyję!!!”.- nie możliwe stało się  możliwym : „Lawina przesunęła się po mnie. Usłyszałem jeszcze grzmot  przewalających się przez zerwe mas śniegu. Dopiero po chwili przypomniałem sobie, że nie byłem sam. Chciałem się podnieść ale lina przyciskała mnie do stoku. Wygrzebałem spod plecow trochę śniegu i mogłem się przynajmniej poruszać . Wtedy  uświadomiłem sobie że nie byłe sam  Zacząłem wołać „Wawa!”. Nie było odpowiedzi. Z kolei przypomniałem sobie że była nas ósemka. Zebrałem wszystkie siły i zacząłem krzyczeć – wzywać pomocy. Ale i na wołanie: Au secors !!!  nie było odzewu. Przeraziło mnie to. Może wszyscy zginęli w lawinie.?. Starałem się uwolnić od zaciśniętej liny bez efektu. Leżałem bezsilny. Nagle przypomniałem sobie, że mam w kieszeni nóż. Wyciągnąłem go i próbowałem przeciąć opasującą mnie nylonową linę. Była twarda i ostrze noża ślizgało się po niej. Przy kolejnej próbie nóź wypadł mi ze zgrabiałej ręki i potoczył się w dół. Wraz z nim zniknęła nadzieja. Prawie płakałem z wściekłości, że nieopatrznym ruchem pozbawiłem się szansy uratowania siebie i może kolegów. Wtedy sadzilem ze z lawiny wyszedłem bez szwanku. Ponownie zacząłem krzyczałem z nadzieją, że usłyszą mnie w „Cosmique”, choć wiedziałem, że szanse na to są nikłe – Cosmic, był daleko na przeciwległym stoku Aiguille du Midi.

. Nagle usłyszałem z góry jakieś wołanie. Krzyknąłem raz jeszcze. Ktoś odpowiedział z daleka. Poczułem ulgę. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego,ze jestem przemoczony. Wstrząsały mną dreszcze, Byłem bez wiatrówki, do swetra przylegał topniejący śnieg. Rękawiczki poleciały z plecakiem Powiewy wiatru kłuły twarz lodowymi szpilkami i obsypywały białym puchem.. Niecierpliwie nasłuchiwałem coraz bliższych głosów. Pierwszy doszedł do mnie Minster. mówił coś. Nie znam francuskiego  wiec nie wiem co. Pokazałem gestem aby przeciął krępującą mnie linę. Gdy to zrobił poderwałem ale natychmiast upadłem  na śnieg. Ból był okrutny. Minster podciągnał.mnie wyżej, ale niczego to nie zmienilo. Potem doszedł Warteresiewicz  Jego twarz widziałem jak przez mgłe. Ale i on,co oczywiste. nie móglby mi pomóc. Reszta szukała Żuławskiego czy śladu po nim. Po jakimś czasie nachylił się nade mną Utracki...: Staszek, to bardzo ważne. Jaka była długość liny łącząca cię z Żuławskim?. Odparłem: „Około 12-15 metrów ”. Dopiero później zrozumiałem sens tego pytania. Gdy osuwa­liśmy się z w lawi­nie ja miałem szczęście . Przerzuciło mnie przez szczelinę w lodowcu a Żuław­skiego wrzuciło do niej i zamurowało potężną masą śniegu i lodu. To mnie zakotwiczyło a reszta masy śnieżnej lawiny przesunęła sie się po mnie. Leżałem na samym kraju szczeliny. Na jej dolnej wardze.. Określało to, na jakiej głębokości może znajdować się Żuławski. Była to głębokość duża. Aby przekopać taką warstwę sprasowanego śniegu i lodu. musiałoby pracować wiele osób i to długo. Tymczasem równowaga bariery lodowej, z której urwał się "serak" zapoczątkowując lawinę, została naruszona i w każdej chwili mogły polecieć następne. Nic dziwnego ze po krótkiej naradzie zapada decyzja: zabieramy Biela i uciekamy.

Odwrót nie był łatwy. Głęboki śnieg - miejscami zapadano się po pachy-. Udaremniał niesienie mnie. Znów zwrócił się do mnie Warteresiewicz: „Staszku musisz iść sam, po przetorowanym śladzie. Będę cię podpierał.”. Aby znaleźć się na linii przełęczy trzeba było pokonać sporą odległość. Zaciskając żeby wstałem. Opasałem ręka szyje Jurka do drugiej wziąłem czyjś czekan i ruszyliśmy. Na przodzie szli Francuzi torujac szlak. Potem ja uwieszony na Jurku robiłem kilka kroków i padałem na śnieg. Nie pozwolono mi odpoczywać długo. Wstawałem i po kilku krokach znów obsuwałem się. Każdy przebyty odcinek był dla mnie katorgą. Pot spływał mi z czoła kroplami. Oczy zasłaniała coraz to gęstsza mgła. Początkowo widziałem jeszcze Jurka. Potem zniknął i on., Została niewyraźna płaszczyzna i myśl: trzeba iść. Wreszcie usłyszałem głos.: Stąd będziemy mogli go już spuszczać Zatrzymaliśmy się. Wsadzono mnie do śpiwora i obwiązano liną. Zaczęło się opuszczanie po śniegu.. Obniżaliśmy się szybko. Ale bóle potęgowały się. Zaczęły się torsje. Miałem jeszcze tyle siły, aby pochylić głowę na bok i nie poplamić śpiwora. Pamiętam jak przez mgle zawiśniecie w powietrzu., gdy opuszczano mnie przez dolne barierę seraków.

Gdy osiagnęlismy przełecz. nadeszła z Cosmika pomoc. Kilku ludzi z noszami. Na nich wyniesiono mnie do tego Laboratorium. Przywiązany do platforemki wózka towarowej kolejki linowej zaopatrującej Cosmik zostałem wywieziony na Aiguille du Midi.. Te 300 metrów w powietrzu pamiętam, bo silnie bujało, co wywołało torsje. Tam przełożono mnie na nosze i przeniesiono na stacje.już normalnej, kolejki linowej. Gdy  znalazłem się w kabinie kolejka zaraz ruszyła. Czułem się coraz gorzej. Przy kolejnych torsjach nie potrafiłem już się obrócić. Czerwona ciecz lała się na śpiwór. Strzęp myśli: czy to krew ?  Pod koniec jazdy straciłem przytomność. W szpitalu znalazłem się około ósmej rano. Tam, na chwile, przywróciło mi świadomość szarpanie. Jak z innego świata dotarło do mnie pytanie :: Staszek poznajesz mnie? Otworzyłem oczy i z trudem rozpoznałem Wowkonowicza. Miał zatroskaną twarz i wielkie przerażone oczy. Szepnąłem: To ty Teddy? Pogłaskał mnie po twarzy i zapytał: kto był z tobą?

Ta nieoczekiwana pieszczota rozkleiła mnie. Poczułem się jak małe dziecko, które ktoś skrzywdził. Miałem ochotę przytulić się do Tadzia i tak pozostać. Opowiedzieć o tym, co przeżyłem w czasie ostatnich godzin. O strachu. bólu, śmierci zaglądającej w oczy i porywającej mojego towarzysza. Tak bardzo łachnąłem współczucia i pociechy. Ale popatrzyłem tylko żałośnie na Teddiego i szepnąłem: Żuławski.

                                                 ++++

 O tym, co się działo z reszta naszej ekipy dowiedziałem się z artykułu zamieszczonego w La Dauphine Libere” z dnia 19 sierpnia tamtejszego dziennikarza Philippe Gaussot. Oparł się on na relacji Minstera.

 O godzinie 4,30 zespół Utracki- Warteresiewicz od grani ramienia szczytowego Mont Blanc du Tacul dzieliło około 50 metrów. Zbliżoną wysokość osiągnął także Minster i Vaucher, którzy badali możliwość przejścia dwu wielkich szczelin w innym miejscu. Germein i Novel byli niżej z boku. Sto metrów niżej podchodził zespół Żuławski-Biel.Nie wytrzymywał on szybkiego tempa marszu swoich towarzyszy.

Nagle...mówi Minster...cała masa gór zachwiała się jak przy trzęsieniu ziemi. Równocześnie rozległ się sie trzask, podobny do uderzenia pioruna. Usłyszałem krzyk: lawina! Popatrzyłem w stronę Germeina i Novela. Stwierdziłem,że kilka metrów poniżej nas oderwała się lawina snieżna.Runęła ona po dużej stromiźnie północno-zachodniej ściany w kierunku Combe Maudit. To chyba tylko cud, że Germaein i Novell zostali nie zgarnięci. Lawina przeszła 2 do 3 metrów obok nich.. Nie konie cna tym. Obróciwszy się dalej ujrzałem prawdziwy dramat. Jeden kolosalny serak prawdziwa turnia lodu odpadł od bariery podszczytowej,uderzył o stok i rozbił się na nim. Lawina ścięła Żuławskiego i Bielą. Bloki lodowe schodziły po wielkiej ścianie żłobiąc bardzo głęboka rynnę., dochodząca do 2 metrów głębokości....

Po przejściu lawiny usłyszeliśmy z dołu krzyki....Zauważyliśmy na zewnętrznej wardze szczeliny jednego z naszych towarzyszy...Był to Biel. Zbiegliśmy w dół. Wokół Biela zaciskała się lina, która łączyła go z Żuławskim. Była napięta jak struna, wrzynała się w brzuch. Aby go uwolnić musieliśmy ja przeciąć. Żuławskiego lawina wrzuciło do szczeliny i zasypała śniegiem i lodem, które nakryły go 15 metrowa warstwą. To właśnie ich waga a nie ciężar Żuławskiego napięły linę i pomimo olbrzymiego naporu sunących mas utrzymały związanego z nim Biela: lawina przeszła po nim...Uderzony lodem.Żuławski najprawdopodobniej zginął na miejscu, Lecz...dorzuca Minster...nawet gdyby był tylko ranny nie mogliśmy nic zrobić. Grubość i spoistość śniegu i lodu nad Zułwskim była tak wielka, ze wydobycie go ze szczeliny wymagałoby wielo godzinnej pracy, co najmniej 20 osobowej, dobrze wyposażone, ekipy.

Tymczasem lawina naruszyła równowagę seraków na całej szerokości bariery. Bloki lodu wciąż się urywały. Zatrzymanie się tam dłużej oznaczało niechybną śmierć. Wszystko, co mogliśmy zrobić to ściągnąć Biela z niebezpiecznej strefy Wyciągnęliśmy go na Col du Midi. Ów zjazd ratowniczy z ciężko rannym na plecach, po lawiniastej ścianie, to była bezsprzecznie jedna z najbardziej ryzykownej operacji ratunkowej na Mont Blanc.

Po osiągnięciu Col du Midi Biel przeniesiony do służbowej kolejki obsługującej Cosmique za godzinę był już w szpitalu w Chamonix. Lekarz nie stwierdził u niego żadnych złamań lecz nadzwyczaj poważne obrażenia wewnętrzne i wstrzymał się z diagnozą .Stanisław Biel zapłaci najprawdopodobniej za odwage która kazała mu uczestniczyc w tej ekspedycji zyciem.[1]

 

                                                +++++

Tą relacje Minstera. autor artykułu uzupełnił własnym kometarzem

...Od tego dnia – mowa o po podpisaniu protokołu kończącego akcje poszukiwań zespołu Grońskiego -nie było żadnej szansy na znalezienie kogokolwiek żywego z całej trójki. Mimo wszystko, przed wyjazdem do kraju Zuławski postanowił przeprowadzić jeszcze jedna próbę.. On sam spoczywa dzisiaj pod 15-metrowa warstwą śniegu i lodu w jednej ze szczelin lodowcowych na Mont Blanc du Tacul. Jego bezpośredni towarzysz Stanisław Biel., cudem ocalały, znajduje się w szpitalu w Chamonix. Mamy nikłe szanse utrzymać go przy życiu....Jeden zabity i jeden bardzo ciężko ranny – oto tragiczny bilans tej operacji ratunkowej. Najbardziej ludzkiej, ale równocześnie niepotrzebnej. Wyobraźcie sobie, że nie wiele brakowało, aby ten wypadek przekształcił się w prawdziwą ktastrofe. Gdyby lawina ruszyła trzy minuty wcześniej pogrzebałaby 8-miu ludzi wszystkich członków ekipy ratunkowej. A wśród nich znajdowalo się najlepsi „ monitrzy” EHM: Ch. Germain, R. Minster i J.M. Novel.

Wiem,że szereg osób powie,iż to, co z myślą o swych towarzyszach dokonał Żuławski nie poszło jednak na marne.Wierze głęboko,że wszystkie akcje człowieka szlachetne i odważne wzbogacają świat. Ale wiem również, że zadanie, jakie przyjął Żuławski: odszukania trzech ciał kolegów nie przedstawiało takiej wartości by narażać 8-miu najlepszych alpinistów Francji i Polski na niechybną śmierć...

.Ta wypowiedź pana  Philippe Gaussot  wymaga kategorycznego dementi. To nie Żuławski był inicjatorem i kierownikiem tragicznie zakończonego rekonesansu. Była to akcja zapowiedziana przez Germaina na konferencji zamykającej poszukiwania zespołu Grońskiego.  Na tym spotkaniu Germain oświadczył że gdy warunki śnieżne w masywie poprawią się projektowaną przez Grońskiego trase przejdzie nieliczny zespół EHM. Dodał, że nadzieja, aby lustracja ta wyjaśniła miejsce i okoliczności wypadku poszukiwanej trójki są nikłe czas zaciera ślady.. O tym,że Francuzi wyruszą jeszcze w tym samym dniu Żuławski dowiedział się dopiero popołudniu przypadkowo spotykając Germaina. Na propozycje Żuławskiego dołaczenia do ekipy EHM czwórki Polaków zgodził się.. Kierownikiem akcji w dniu 19 sierpnia był wiec Germain doświadczony alpinista i ratownik górski, prowadzący w EHM szkolenie żandarmów w zakresie ratownictwa górskiego z całej Francji. Zuławski był tylko jej uczestnikiem.Podobnie jak wszyscy Polacy zdawał sobie on sprawę, że wypad ten nie jest już akcją ratunkowa, lecz ostatnim działaniem zamykającym. ją. Chociaż ekipa polska była przemęczona po kilku dniach ciężkich działań a rekonesans wyruszał w przeddzień planowego wyjazdu do kraju, Żuławski zdecydował ze udział Polaków w tej akcji jest konieczny. Uważał, że jest to nasz obowiązek w stosunku do przyjaciela i kolegi.

 Nie podzielam zdania, że była to eskapada zbyt ryzykowna, Moniterzr EHN znali dobrze masyw Mont Blanc i służbę ratownicza. Ich ocena warunków pogodowych i śnieżnych na pewno była prawidłowa. Byli fachowcami nie podatnymi na emocje. Gdy podjęli pierwsza próbę trawersowania Mont Blanc warunki były już dobre. W tym dniu para niemiecka weszła na Mont Blanc i powróciła do Chamonix To z nimi spotkali się Polacy na Grandes Milets. Ekipa Germaina 15-go nie rozpoczęła trawersowania z uwagi zapowiadane załamanie. pogody. Prognoza sprawdziła.się, Natomiast grupa Żulawskiego nie rezygnowała z realizacji przydzielonego jej zadania i pomimo wezwań do powrotu w zadymce śnieżnej przeszukiwała Grand Plateau. Francuzi podkreślali brawurowość ich działań, ale przyrównywali je do szarży pod Samossiera gdzie ich zdaniem odwaga sprzęgła się z lekkomyśnościa. Tą ocenę u nas w Kraju przeniesiono na drugą tragicznie zaskoczoną próbę przejścia trasy Grońskiego.. Załamanie pogody w dniu 15-go było krótkie a opad śniegu niewielki stąd po trzech dniach warunki na Mont Blanc upoważniały do przeprowadzenia rekonesansu.

Decyzje Żuławskiego dołączenia Polaków do ekipy Germaina uważam za słuszną Stąd mój udział w tej akcji. Dyskusyjnym jest dla mnie, dlaczego Zuławski sam uczestniczył w rekonesansie. Trawersowanie Mont Blanc to długa wyczerpująca tura. Starszy od nas,bez kondycji a Francuzi słyną z szybkiego porusza po śniegu i lodzie. Przecież powinien spodziewać się, że w tej ekipę będzie opóźniać. Z drugiej strony rozumiem ze gdyby w tej akcji nie uczestniczył a ktoś z nas zginął w niej, wielu postawiłoby mu zarzut,że wysłał młodych na śmierć a sam zadowolił się oczekiwaniem .Nie wiem co bym zrobił w podobnej sytuacji. Zapewne zrezygnowalbym. Wazniejsze dla mnie byłoby powodzenie akcji niż bezpodstawne ale trudne do odparcia zarzuty,

 

 



[1] Stwierdzono ,że mam poważnie uszkodzenia jelita: w trzech miejscach przerwane w kilku perforacje oraz urazy wątroby.. Jeszcze tego dnia otrzymałem 5 transfuzji krwi a pomiędzy 1ó a 18 przeszedłem pierwsza operacje z resekcją części żołądka włacznie.. Kolejną przeszedłem w lepiej wypsażonym szpitalu w Salannges. Do kraju wróciłem dopiero na święta Bozego Narodzenia W kwietniu w Warszawie usunięto mi przepukline bruszną wzdłuż szwu pooperacyjnego.

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA