Strona główna / nr 2 (2) - LATO 2004 / ALE SIĘ CHŁOPCY ZAPUTALI
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
ALE SIĘ CHŁOPCY ZAPUTALI

TATRY - Opowiadanie taternickie

Tatry Hala Gąsienicowa Panoramy tatrzańskie zdjęcia, galeria

Tatry Orla Perć, Kozia Przełęcz zdjęcia galeria 4

Tatry Mięguszowieckie Szczyty zdjęcia

Tatry Morskie Oko zdjęcia galeria

Tatry Dolina Białej Wody zdjęcia galeria I
Ale się chłopcy zaputali...
Piotr Waś

 

Marek obudził się przed piątą. Dzisiejszy dyżur wykończył go zupełnie. Składał

potrzaskane ciała wyjęte z rozbitych samochodów. Takiej jatki nie mieli już od dawna. Godziny mijały, a czasu na spanie nie zostało zbyt wiele. Spakowany plecak czekał przygotowany w przedpokoju. Wczoraj dorzucił jeszcze 50 metrów zjazdówki. Tak na wszelki wypadek, bo mieli jechać tylko z pojedynczą liną. Właśnie nastawił wodę, kiedy zadzwonił Piotr.

 

- Już wyjechałem, będę za pięć minut. - Czekać na Ciebie w samochodzie czy wychodzić na górę?  -

 - Wyjdź na górę - powiedział i wrócił do swoich spraw. Po chwili zadzwonił domofon. Piotr był w świetnym humorze. Dzień zapowiadał się słoneczny i mroźny. Wprost wymarzony na niezbyt trudną drogę, jaką zamierzali zrobić. Usiedli przy stole - gorąca herbata i paszteciki. Plan był prosty. Idą na Świnicę, na północno-zachodnią ścianę, tak, żeby nie musieć obchodzić filara. Wyjadą kolejką na Kasprowy, podejdą do przełączy, trochę zejdą i wtrawersują w drogę. Marek skończył pakowanie. Gdy zeszli do samochodu, wziął kluczyki. Tak już się utarło. Piotr nie lubił prowadzić. Chętnie wyręczał się innymi a Markowi zawsze jazda sprawiała frajdę.

 

Zatrzymali się jeszcze na stacji benzynowej. Trzeba zatankować, można wypić kawę i uporządkować sprzęt. Piotr płacił za paliwo, a kiedy Marek podszedł do stolika - gorąca kawa czekała. Zaczęli przeglądać sprzęt. Było z czego wybierać.

- Cholera zapomniałem kości, może ty wziąłeś? –

- Nie, zawsze ty bierzesz, ale mamy trochę haków i igieł. Na taką drogę powinno wystarczyć. –

Zaczęli czytać przewodnik Paryskiego. – „...droga trzydzieści cztery,... u zbiegu ścieżek, z miejsca gdzie zwykle leży śnieg... , - O boże, jak to czytam, to nigdy nie wiem o co chodzi.” 

 

Sprzęt wrzucili do samochodu. Droga o tej porze była całkowicie pusta. Wpół do ósmej dojechali do Kuźnic,  przepakowali plecaki i pierwszym busem pojechali na górę. Przed budynkiem kolejki ustawiał się sznur narciarzy chcących wyjechać na Kasprowy. Marek i Piotr bez słowa ruszyli ścieżką w góry. Na Goryczkowej będą za 45 minut. Wyciag chodzi od dziewiątej. W sam raz.

 

* * *

 

Na Kasprowym wiało i było przejmująco zimno. Ostre, górskie słońce łudziło ciepłem. Na dole minus piętnaście, tu pewnie ponad dwadzieścia.

 

Ruszyli w stronę Beskidu chcąc rozgrzać się jak najszybciej. Na przełęczy skręcili w lewo i zanurzyli się w cieniu północnej ściany Świnicy. Szybko doszli pod drogę. Ubrali uprzęże i zaczęli się wspinać. Piotr został na stanowisku,  patrzył na Marka szybko posuwającego się do góry. Kąsające zimno dokuczało coraz bardziej. W pewnym momencie lina przestała płynąć. On rwał się do biegu, chciał jak najszybciej rozgrzać ręce i stopy. Poczuć ból i przestać marznąć.

- Marek, co jest! –

Bez odpowiedzi. Dopiero po dłuższej chwili usłyszał:

– Mam auto. -

 

Podchodził szybko. Palce zaczęły boleć. Lepiej, dużo lepiej. Doszedł do stanowiska.

– Rozwalił mi się czekan –

usłyszał na powitanie.

- Pękła śruba i ostrze się składa. –

Marek, któremu zdarzyło się to już wcześniej, miał ze soba klucz imbusowy. Wypuścił Piotra na drugi wyciąg. Kiedy ten będzię zakładał stanowisko, on wykręci śrubę z łopatki i zablokuje ostrze.

 

Piotr posuwał się szybko do góry. Kiedy zaczął bić haki, Marek zajął się czekanem.  Śruba nie chciała puścić.  „To pewnie od tego mrozu”, – pomyślał, – „w sumie, jeśli używać tej dziaby na drugiego, to nie ma sprawy” Szybko doszedł do stanowiska powyżej. Wziął sprzęt i ruszył do góry. Wszedł w zaśnieżony kominek, którym miał dojść do zacięcia. Początkowo wygladało bardzo prosto. Niestety, śnieg mamiący obietnicą szybkiego wspinania był jak cukier, którym przysypano płyty komina. Nie dawał oparcia stopom. Zsuwał sie w dół. Marek zaczął przechodzić w lewo, w stronę pojędynczych kęp traw. Tracił mnóstwo czasu na asekurację, a zakładane punkty były dość iluzoryczne. Czas uciekał. Biegł coraz szybciej. Kolejny wyciąg był taki sam, potem jeszcze jeden.

 

Marek przeciskał się przez skalne okno. Akurat pamiętał z opisu, że właśnie coś takiego było na drodze. Przynajmniej nie zabłądzili. Okno przypominało raczej tunel pomiędzy ogromnymi kamiennymi blokami, którym trzeba się było przejść na siodełko żeberka. Przełożył ręce, ramiona, prześliznął się przez szczelinę. Teraz kolej na plecak, który klinuje się zaczepiając przytroczonymi kijkami o występy skalne. Stanowisko. Chciał wbić dużą v-kę. Trzeba się śpieszyć. Słońce zaraz zajdzie, a jeszcze przynajmniej jeden wyciąg do góry. Hak wyśliznął się z ręki i spadł do żlebu. Pętle. Wreszcie jest asekuracja. Piotr podszedł do przesmyku. Znowu manewry z plecakiem. Słońce znika za szczytami na zachodzie. Góry oświetla pomarańczowa poświata. Zmierzch.

 

Piotr wyciągnął z plecaka czołówkę, zapalił światło i podchodzszedł pod płytke. To chyba ostatnie trudne miejsce na drodze. Podciągnął się i stanął na skalnym gzymsie. Jeszcze tylko dwa metry w górę. Obejrzał szczelinę. Nie ma mowy o wbiciu haka. -Tu siądzie tylko kostka - pomyślał - albo friend.- Są dwa. Na nieszczęście jeden za mały, drugi za duży. Sprawdził kilka razy. Z tym co mają, nie ma szans na asekurację.

– Jak chcesz, spróbuj, ja wymiękam. Jak stąd walnę, to prosto na półkę. –

Decydują się zjeżdzać. Jest już kompletnie ciemno.

 

* * *

 

Marek wyciąga nóż. Taśmy na takim mrozie nie da się po prostu rozwiazać, a najbardziej logiczna możliwość założenia stanowiska to wykorzystanie bloku skalnego, obok którego stoją. Tnie jedną pętlę, potem drugą. Stanowisko jest przygotowane. Rozwiązują się i zaczynają przygotowywać linę. Zjazdówka obok asekuracji. Zwój za zwojem. Liny plączą się z czekanami. Trzeba się śpieszyć. Nie można się śpieszyć. Po chwili są gotowi. Zrzucają zwoje w ciemność. Pierwszy jedzie Piotr. Odchyla się. Czeka. Za chwilę minie ten irracjonalny niepokój. Zjeżdża manewrując na progach kominka. Jest w żlebie. Kieruje się do jego prawego ograniczenia. W świetle czołówki dostrzega wbity w śnieg hak, który wcześniej spadł Markowi. Dobry znak. Może się przydać. Spogląda w dół, w ciemnosc żlebu. Liny siegają następnego progu. Przesuwa się nad jego krawędź. Trzeba znaleźć szczeline na założenie stanowiska. Nagle coś dziwnego dzieje się ze światłem. Dotyka ręką kasku. Nie ma czołówki. Siega ostrożnie w kierunku kaptura kurtki. Światło spada w dół. Najpierw powoli, jakby za chwilę miało się zatrzymać. Potem odbija się od progu i znika w ciemności. Mrok gęstnieje i tylko z daleka widać oświetlony szczyt Kasprowego..

 

- Marek, straciłem czołówkę. Zjeżdząj.-

Uklepuje w żlebie platformę i czeka. Zimno. Palce sztywnieją. Ciałem wstrząsają dreszcze. Światełko czołowki Marka zaczyna przesuwać się w dół. Szukają szczelin. Ściany żlebu są lite a małe szczeliny zalane lodem. Odrzucają śnieg. Wtem jest, coś się pojawia. Szerokie pęknięcie pozwalajace wbić v-kę. Rozlega się wysoki ton mocno osadzonego haka. Pętla, teraz trzeba przeciągnąć linę i w dół. Marek zaczyna zjazd. Lina napręża się. Czekając w ciemnościach Piotr rozgrzewa palce. Po pewnym czasie znów słychać dźwięk wbijanego haka. Zjazd wolny. Wpięcie przyrządu wymaga zdjęcia rękawic.  Jeszcze ostatnie dotkniecie, żeby upewnić się, czy lina jest wpięta poprawnie, odchylenie i zjazd w noc komina. Potem stanowisko i kolejny zjazd. Nareszcie zachód. Udeptują platformę. Rozwiązują się i pakują liny do plecaków. Trawersują zachód dochodzący na przełęcz. Zostaje już tylko grań do Kasprowego i zejście nartrostradą do samochodu. Za kilka godzin będą w W domu.

 

  

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA