Strona główna / nr 2 (2) - LATO 2004 / WITÓW GAZDOWSKA KAPLICA
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
TATRY PODHALE WITÓW JAN PAWEŁ II


Tatry Dolina Chochołowska otoczenie zdjęcia galeria

Tatry Czerwone Wierchy zdjęcia galeria

Tatry Hala Gąsienicowa Panoramy tatrzańskie zdjęcia, galeria

Wystawa darów  papieskich w Collegium Marianum zdjęcia galeria

Konsekracja kościoła p.w. św. Piotra Apostoła 1991 zdjęcia galeria
Gazdowska Kaplica        
Wadowice strona główna >>>

Bogdan Szpila

            Tylko nieliczni turyści pędzący samochodami szosą przez Witów zdają sobie sprawę, że wysoko ponad doliną przeciętą strugą Czarnego Dunajca, w przysiółku Płazówka, stoi wyjątkowej urody drewniana kaplica.

            Dekadę przed końcem XIX wieku, hruby gazda z Witowa Andrzej Zaborski (zwany Pilchowski) wraz ze swym teściem Jakubem Płazą (od nazwiska jego rodu powstała nazwa przysiółka – Płazówka) postanowili wcielić w życie pomysł ks. Prałata Antoniego Bystrzonowskiego, kierownika kapituły Metropolitalnej Krakowskiej, dziekana wydziały teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, aby w przysiółku wybudować kaplicę. Krakowski hierarcha każdego roku spędzał wakacje w gazdówce Zaborskich na Płazówce. W owym czasie w Witowie należący do parafii w Chochołowie nie było żadnej świątyni, a spora odległość od kościoła znacznie ograniczała góralom i letnikom kontakty z Panem Bogiem (kościół w Witowie pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej powstał dopiero w roku 1912).

            Fundatorzy ofiarowali grunt oraz znaczną część materiałów budowlanych, a także zapewnili ich zwózkę na miejsce budowy. Drewnianą kaplicę zaprojektował rzeźbiarz – Juliusz Bełtowski, nowotarżanin, nauczyciel Szkoły Przemysłowej we Lwowie, autor m.in. rzeźby Śpiącego Rycerza na Skale Pisanej w Dolinie Kościeliskiej. Ciesielskimi pracami kierował Józef Nędza z Kościeliska, a pośród jego pomocników zachowało się nazwisko Józefa Staszla. Na placu budowy nie zabrakło pozostałych mieszkańców górskiego osiedla pragnących przybliżyć Pana Boga ku swoim gazdówką.

            26 lipca 1892 roku, w dzień św. Anny obranej za patronkę świątyni, mieszkańcy Witowa oraz goście m.in. z Krakowa i Lwowa uczestniczyli w uroczystości poświęcenia bożego domu. Kaplicę okrywa jednokalenicowy dach kryty gontem. Ten sam rodzaj pokrycia chroni również przedsionek. Natomiast wysmukła wieżyczka wieńczona hełmem namiotowym z czteroma szczytami u podstawy przykryta jest blachą. Wnętrze kaplicy wykonał syn fundatora – Józef Zaborski. Jego autorstwa jest również fisharmonia siesząca zmysły słuchaczy wyjątkowo ciepłym brzmieniem. Oryginalny jest też stół ofiarny zrobiony z pnia olbrzymiego świerka. Uwagę przykuwa na szkle malowana droga krzyżowa autorstwa zakopiańczyka Walczaka. Tuż obok, po wschodniej stronie kaplicy, stoi otwarta dzwonnica z dzwonem który ufundował Wincenty Chrobak, zaś sygnaturę zakupiono ze składek mieszkańców przysiółka. Dwa stare, pamiętające czasy zaborów dzwony zarekwirowali Niemcy podczas II wojny światowej.

- Ostatnia wojna oszczędziła nas – wspomina 74. letnia Maria Zaborska, żona Antoniego, wnuka fundatora kaplicy. – Tylko sporadycznie okupanci zaglądali na naszą polanę. Nie prowadziła wówczas do nas porządna droga, trzeba było piąć się pod górę stromą kamienistą dróżką. Tylko raz byliśmy przekonani, że śmierć jest blisko. Przyjechali do nas żołnierze i skierowali się prosto do kaplicy. Ku naszemu zdziwieniu i przerażeniu zza jej fundamentów wyjęli broń oraz amunicję. Widać, że partyzanci, jakich nie brakowało w Tatrach Zachodnich ukryli u nas swoje zapasy i któryś z nich, pewnie schwytany, podczas tortur zdradził kryjówką. Jedynym wytłumaczeniem, że nikomu wówczas z naszego osiedla włos z głowy nie spadł, jest tylko wstawiennictwo św. Anny. Przecież za mniejsze przewinienia rozstrzeliwano lub wywożono do Oświęcimia. Nasza Patronka – kontynuuje pani Maria – miała w opiece wszystkich mieszkańców Płazówki przez całą okupację. Nikt z mojej rodziny ani z naszych sąsiadów podczas wojny nie doznał żadnego uszczerbku na zdrowiu, nikt nie zginął.

            Zdanie pani Marii, św. Anna nadal opiekuje się górskim przysiółkiem. Uważa bowiem, że nie można w inny sposób niż cudowny, wytłumaczyć powrotu do zdrowia wnuczki Sylwii, której znakomitości medycyny nie dawały najmniejszych szans przeżycia po tragicznym wypadku, gdy powracającą ze szkoły dziewczynkę przygniotły potężne, zwożone z lasu kloce drzewa. O wstawiennictwie św. Anny opowiada również Krystyna Rokowska z Krakowa. – Lekarze tylko kiwali głowami nad moimi wynikami badań. Nie mając wieli do stracenia, zamiast na kolejne leczenie pojechałam w góry, chcąc pożegnać się z tak przeze mnie ukochanymi miejscami. Gaździna, u której wynajmowałam pokój opowiadała mi o pięknej kaplicy, z wyjątkowym widokiem na Tatry Zachodnie. Nie zwlekając pojechałam do Witowa, nie zdając sobie sprawy, że rozpoczynam nowy, jakże cudowny etap swojego życia. Przez kilka kolejnych dni wdrapywałam się na Płazówkę, siadałam na schodkach przed kościółkiem, po czym zapadała w dziwny trans, którego nie potrafię w żaden sposób opisać, ani wytłumaczyć. Z każdą godziną czułam powracające siły, odnajdywało się dobre samopoczucie, ochota do życia. A badania zrobione trzy tygodnie w krakowskim szpitalu wprawiły w osłupienie znających moją chorobę lekarzy. Od tamtego czasu upłynęło kilkanaście lat, a ja w każde wakacje powracam przed witraż św. Anny, by podziękować za ocalenie.

             Kaplica, mimo że oddalona od uczęszczanych szlaków, ma swoich stałych, gorących wielbicieli. Ksiądz, później biskup, a wreszcie kardynał Karol Wojtyła wielokrotnie odwiedzał kaplicę na Płazówce zarówno podczas turystycznych wędrówek, jak również wizytując witowską parafię. A wyniesiony na stolicę Piotrową jako Jan Paweł II również nie zapomniał o przyjaciołach z Płazówki. Podczas papieskich wizyt na Podhalu i w Tatrach, helikopter z dostojnym gościem wielokrotnie krążył nad osiedlem. Kaplicę kilkakrotnie nawiedzał również kardynał Franciszek Macharski. Wielkim wielbicielem maleńkiej świątyni i przyjacielem mieszkańców Płazówki był ks. Wiesław Duduś z Oświęcimia. Do ostatnich swych dni przyjeżdżał do Witowa, a swe życie zakończył w kaplicy, gdzie padł powalony zawałem serca, przygotowując się do mszy świętej.

            Przed dziesięcioma laty kościółek na Płazówce wszedł w kolejny etap swojej historii. Potomkowie fundatora opiekujący się zabytkiem przez całe stulecie, przekazali obiekt (oraz dodatkowo sąsiednią parcelę) we władanie parafii w Witowie.

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA