Strona główna / nr 2 (2) - LATO 2004 / MARKOWE SZCZAWINY – KILKA WSPOMNIEŃ
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
MARKOWE SZCZAWINY – KILKA WSPOMNIEŃ

Andrzej Matuszczyk - ROK SCHRONISK  GÓRSKICH 

 

współpracy z Babiogórskim Parkiem Narodowym (to na szczeście już przeszłość) a co najważniejsze – zmiany upodobań  i rozmaite przewartościowania w górskiej turystyce łącznie ze sposobem jej uprawiania. Markowe Szczawiny związane z turystami na dobre i złe a usytuowane na stokach najbardziej niepokornej wśród karpackich szczytów – Babiej Góry (1725 m) miały w swojej długiej historii wielu gospodarzy.

Chwila dygresji. W latach 60-tych w bliskiej od Babiej Góry „Moniakówce” (czyli w obecnym Orawskim Parku Etnograficznym) przyjmował turystów w imieniu PTTK – Andrzej Pilch, legendarny partyzant Armii Krajowej, wybitny znawca kultury i folkloru orawskiego. Wkrótce wśród wędrowców utarło się powiedzenie: ...idę do Pilcha... a nie ...wybieram się do „Moniakówki”... Zatem gospodarz własną osobowością zdominował obiekt, którym zarządzał. To jednak, co stało się na Markowych Szczawinach, w dwójnasób przerastało rangę Andrzeja Pilcha.

Jesienią 1964 roku objął schronisko PTTK pod Babią Górą, przenosząc się tu z Polany Chochołowskiej w Tatrach, jeden z najbardziej kochanych przez turystów w całych dziejach tego obiektu – Stanisław Jarosz. Gazdując pod Babią ponad dziesięć lat potrafił łączyć głęboką wiedzę i górskie doświadczenie z wyjątkową życzliwością, serdecznością oraz umiejętnością błyskawicznego nawiązywania kontaktów z ludźmi gór.

Do stereotypu należał obrazek Jarosza siedzącego pod schroniskiem, często w towarzystwie dyżurującego akurat na Markowych ratownika GOPR-u. Witał serdecznie przybywających, wypytując o nowiny ze szlaków albo po prostu o ich troski czy problemy. Ten klimat – służby a nie zatrudnienia w schronisku potrafił tez Jarosz przenosić na swój personel, który starał się nie tylko dogadzać podniebieniom wędrowca, ale spełniać jego wszystkie (oczywiście w rozsądnych granicach) zachcianki. Celowała w tym szczególnie wszędobylska Pani Cesia (niestety nazwiska nie pamiętam), łącząca wydawanie posiłków z meldowaniem turystów.

Posiady w towarzystwie Stanisława Jarosza w przytulnej jadalni najstarszego pośród beskidzkich schronisk, a nawet w jego prywatnym mieszkaniu – stwarzały na przybyszach wrażenie, że nie kieruje on schroniskiem ale pozostaje wciąż gościem do towarzystwa dla turystów: każdego z osobna i wszystkim razem. Jednak Pan Stanisław także doskonale kierował schroniskiem, a jak to wszystko potrafił godzić pozostanie jego słodką tajemnicą.

Nigdy potem, przez następne ponad 30 lat nie spotkałem takiego dzierżawcy.

23 października 1977 roku jeden tylko raz miałem sposobność towarzyszenia na szlaku Władysławowi Midowiczowi, gdy na Markowych Szczawinach odbywało się okolicznościowe zgromadzenie KTG ZG PTTK,  bezpośrednio po sympozjum poświęconym Hugo Zapałowiczowi.  Pan Władysław od początku naszej krótkiej znajomości darzył mnie wywarzoną życzliwością, tak niezbędną początkującemu górskiemu publicyście.

Zbyszek Kresek w pierwszych latach przewodzenia Centralnemu Ośrodkowi Turystyki Górskiej i Narciarskiej PTTK starał się dbać o konsolidację załogi, również poprzez wspólne wyjazdy w teren. I tak 21 i 22 października 1978 roku w ramach ekologicznej akcji „Czysta Babia Góra” silna reprezentacja biura pod przewodnicką opieką moją i Ewy Leśniak w scenerii pierwszego śniegu nocowała w schronisku PTTK na Markowych Szczawinach.

W niedzielę przez Przełęcz Krowiarki – Ewa  poprowadziła biurową ekipę do Sidziny i pod swój rodzinny dom. Następny o podobnym profilu wyjazd pracowników miał miejsce na akcję odśmieceniową w Tatry, do doliny Kościeliskiej i na Polanę Stoły.

W końcu kwietnia 1980 roku największe PTTK-owskie autorytety obradowały na Markowych Szczawinach wraz ze Stefanem Kałwą, dyrektorem Babiogórskiego Parku Narodowego na temat remontu wysłużonego obiektu (m.in. elektryfikacja, oczyszczalnia ścieków). Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej i Narciarskiej PTTK, który z woli Z.Kreska wtedy reprezentowałem starał się zawsze być na bieżąco w kursie takich spraw.

Tuż przed nadejściem zimy 1982/1983 rok najstarsze polskie schronisko PTTK /w polskich beskidach zachodnich/ doczekało się zelektryfikowania. Zawdzięczać to mogą Markowe wyłącznie Wicewojewodzie Bielskiemu Janowi Wałachowi, który stojąc jednocześnie na czele wojewódzkich struktur PTTK spowodował skierowanie oddziałów wojska do roboty najczarniejszej: wykopania ponad metrowej głębokości rowu pod ułożenie kabla elektrycznego. Rów ten ciągnąl się, bagatela, od Zawoi Markowej pod samo schronisko. Jan Wałach nie tylko zresztą wspominaną elektryfikacją zapisał się godnie w załatwianiu istotnych problemów dla naszego Towarzystwa.

20 grudnia 1982 roku uroczystość „podłączenia” Markowych Szczawin do prądu zaszczycił Wojewoda Bielski, dowódca jednostki wojskowej, ktorej żołnierze ułożyli kabel oraz niezliczone rzesze znajomych działaczy.

Szczegółową relację o tym ważnym dla dziejów schroniska wydarzeniu podałem do kroniki 51 tomu „Wierchów”, która to relacja nie ukazała się nigdy. Najpierw pominięto ją we wspomnianej kronice, potem poszła w zapomnienie.

 

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA