Strona główna / nr 1 (3) - ZIMA 2005 / TATRY - WYPADKI ZIMOWE
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
TATRY - WYPADKI LAWINOWE - TRAGEDIE TATRZAŃSKIE

 

Akcja rotownicza TOPR zdjęcia

Tatry wypadki, akcja ratunkowa TOPR zdjęcia

Dolina Chochołowska otoczenie zdjęcia galeria

Tatry zimą Czerwone Wierchy zdjęcia galeria

Tatry Hala Gąsienicowa Panoramy tatrzańskie zdjęcia, galeria
         
Wypadki lawinowe w Tatrach

Adam Marasek

 

Najpoważniejsze wypadki do jakich doszło zimą 2003/2004 to wypadki lawinowe. Zginęło lub zmarło w ich wyniku 6 osób a kilka, które miały więcej szczęścia zostało rannych.

Doszło również do kilku poważnych wypadków turystycznych. Ale po kolei:

 

powaznewypadki2.jpg (16.20 Kb)Wypadki lawinowe

W dniu 17.01.2004 o godz.9.35 do TOPR dociera informacja, przekazana przez taterników wspinających się na Wielkiej Turni, że przed chwilą byli świadkami lawiny, jaka zeszła progiem tzw. „Przechodem” w Dolinie Małej Łąki. Według ich relacji lawina zabrała 3 osoby. Na miejsce wypadku ratownicy lecą śmigłowcem Mi-2. W pierwszej ekipie jest lekarz i ratownik z psem lawinowym. Śmigłowiec przyziemia na morenie w pobliżu miejsca wypadku. Na miejscu są już taternicy, którzy dali znać o wypadku. Okazuje się, że jeden z porwanych - jak się okazało taterników został wyrzucony poza tor lawiny i nie ma obrażeń, drugi jest częściowo przysypany, ale dość poważnie kontuzjowany. Nie ma trzeciego. O godz. 10.15, jeden z ratowników natrafia  sondą na leżącego pod śniegiem taternika. Ratownicy szybko odkopują głowę zasypanego i lekarz zaraz przystępuje do reanimacji. Od chwili zasypania upłynęło 40 min. Defibrylacja. Zostaje przywrócona akcja serca, ale brak oddechu. Lekarz intubuje odkopanego taternika i przy pomocy aparatu Ambu wspomaga oddychanie. Po zaaplikowaniu stosownych leków taternik zostaje zapakowany do pulek, przetransportowany do oczekującego na morenie śmigłowca i przetransportowany do szpitala. Teraz jest czas by zająć się drugim poszkodowanym. Tu sprawa jest prostsza, bo ratownikom pozostaje tylko usztywnić złamaną nogę, założyć pakiety grzewcze i przetransportować do śmigłowca. Po chwili drugi taternik zostaje śmigłowcem przewieziony do szpitala. Trzeci taternik wyszedł z wypadku bez szwanku. Jak się później okazało zasypany przez lawinę taternik zmarł po kilku dniach w szpitalu nie odzyskawszy przytomności.

W dniu wypadku obowiązywał II stopień zagrożenia lawinowego. Śniegu w górach było niewiele. Był on jednak przez wiejące wcześniej wiatry poprzewiewany na stoki zawietrzne i poodkładany we wszelkiego rodzaju zagłębieniach, żlebach , jarach. Taternicy popełnili błąd trawersując stromy ( około 400 ) stok zawietrzny, na którym wiatr odłożył sporo przewianego, niezwiązanego z podłożem śniegu.

W dniu 28.01. po godz. 23.00 do TOPR dociera informacja od jednego z grotołazów z grupy sądeckiej, że czworo jego znajomych wyruszyło tego dnia do Jaskini Małej z zadaniem przedeptania ścieżki dojściowej i odkopania otworu wejściowego. Wzięli oni ze sobą trochę sprzętu potrzebnego do późniejszej eksploracji jaskini. Na 22.00 wyznaczyli godzinę powrotu na kwaterę, w której zamieszkiwali. Grupą kierowała Ania Antkiewicz, która była już wielokrotnie w tej jaskini. Nie odpowiada również tel. komórkowy, którzy mieli ze sobą grotołazi. Ponieważ byli to doświadczeni grotołazi, którzy wielokrotnie byli już w Jaskini Małej, pierwszą myślą było, że pewnie długo zeszło im dojście a później odkopywanie otworu wejściowego. Z pewnością schodzą a są w miejscu, gdzie nie ma zasięgu telefonu. Prosimy by naprzeciw  do Dol. Kościeliskiej wyszedł jeden z ich kolegów. Niestety nie napotyka on grotołazów. Co się więc stało? O piątej rano z centrali wyrusza ekipa ratowników z zadaniem sprawdzenia rejonu Dol. Mułowej i śladów dojściowych pod otwór jaskini. Przed 8-mą rano dwaj ratownicy i pies lawinowy lecą śmigłowcem Mi-2 w rejon Dol. Mułowej by z powietrza sprawdzić czy pod jaskinią  nie ma śladów grotołazów. W Dolince Mułowej zalegają dziewicze śniegi. Czyli pod otwór nie dotarli grotołazi. Z powietrza ratownicy dostrzegają ślady trawersujące strome stoki Upłaziańskiej Kopy i po chwili obryw lawiny, która spadła do Małej Świstówki. Powoli wszystko staje się jasne. Ratownicy desantują się w Małej Świstówce. Natrafiają na częściowo zasypane zwłoki jednego z grotołazów i porozrzucane na lawinisku rzeczy. Śmigłowiec dowozi na lawinisko kolejnych ratowników, psy lawinowe. Rozpoczynają się poszukiwania pozostałych grotołazów. Na pomoc przylatują ratownicy słowaccy ze swoimi psami lawinowymi. Spod śniegu wydobywane są kolejne ciała grotołazów. Po kilku godzinach odnalezieni zostają wszyscy porwani przez lawinę grotołazi. Przeraża ogrom tragedii. W jednej chwili w lawinie zginęło czworo nowosądeckich grotołazów. Jak doszło do tego wypadku?

Cała czwórka dnia 28.01. przez Gładkie Upłaziańskie podążała  w kierunku Dol. Mułowej. Jak się okazało ostatni raz koledzy rozmawiali z nimi przez tel. około godz. 10.00. Wtedy rozpoczynali trawersowanie Upłaziańskiej Kopy, by wejść do Dol. Mułowej. Tam po stronie zawietrznej odłożyła się spora warstwa nawianego, słabo związanego z podłożem śniegu. Sądząc po ułożeniu ciał w lawinie, cała czwórka weszła razem na stromy stok. Pokrywa śnieżna nie wytrzymała obciążenia. Ruszyła lawina. Przez progi, skały górnej części Małej Świstówki przelecieli w dół doznając śmiertelnych obrażeń. Reszty dopełniła  przysypująca ich gruba warstwa śniegu. Nikt nie był świadkiem tragedii.

Tego dnia w Tatrach obowiązywał II stopień zagrożenia lawinowego. Wcześniej był dość duży opad śniegu połączony z wiejącym wiatrem, który poprzenosił śnieg na stoki zawietrzne, wypełniając wszystkie żleby i zagłębienia. Ponieważ w wywianych miejscach wystawała trawa i kosówki mogło to zmylić grotołazów, którzy w tych warunkach zbyt nisko weszli w trawers Upłaziańskiej Kopy.  W lawinie zginęło czworo grotołazów z Nowego Sącza.

21.02.2004. Tego dnia w całych Tatrach obowiązywał III stopień zagrożenia lawinowego. Po opadach śniegu i wiejącym wietrze wszelkie szlaki zostały zasypane, a na stokach zawietrznych i w żlebach wiatr nagromadził sporo nawianego i niezwiązanego z podłożem śniegu. W takich warunkach znany taternik zajmujący się problemem zagrożeń lawinowych wybrał się ze swoimi kursantami na wycieczkę, podchodząc Mnichowym Żlebem na Zadnią Galerię i dalej schodząc na próg Dolinki za Mnichem. Tam na przełamaniu terenu został porwany przez lawinę ( jego kursanici, którzy byli kilka m. dalej nie zostali zabrani przez lawinę). Przez próg Dolinki, poprzetykany skałami spadł kilkadziesiąt m. w dół, doznając w wyniku upadku poważnych obrażeń. Szczęściem nie został przysypany. Kursanci przez tel. komórkowy powiadomili o wypadku TOPR, sami pozostając na progu Doliny, bojąc się sprowokować kolejnej lawiny. W zapadającym zmroku, w lawiniastych warunkach grupa ratowników odnalazła i przetransportowała do Morskiego Oka rannego taternika. Kolejni ratownicy sprowadzili bezpiecznie do schroniska oczekujacych na pomoc kursantów.

W dniu 13.03. 2004. turysta będący nad Czarnym Stawem poinformował przez tel. komórkowy, że przed chwilą spod Rysów spadła lawina. Widzi jedną osobę schodzącą z góry po lawinisku, która zachowuje się tak, jakby kogoś szukała. Po chwili kolejny telefon, że osoba schodząca torem lawiny wzywa pomocy. Na lawinisko śmigłowcem Mi-2 leci lekarz TOPR i ratownik z psem lawinowym. W trakcie lotu dowiadujemy się, że lawina porwała jednego z turystów. Śmigłowiec przyziemia po płd. stronie Czarnego stawu. Gdy ratownicy dochodzą na lawinisko okazuje się,  że kolega, który schodził z góry zauważył w czole lawiny wystający spod śniegu but zasypanego towarzysza wycieczki i zaczął go odkopywać. Lekarz wraz z ratownikiem rozpoczynają reanimację. Masaż serca przywraca krążenie. Turysta zaczyna samodzielnie oddychać. Przybyli na miejsce wypadku kolejni ratownicy pakują turystę w pulki i transportują do oczekującego śmigłowca, którym turysta zostaje przewieziony do szpitala. Niestety turysta nie odzyskawszy przytomności zmarł po kilku dniach w szpitalu.

Jak doszło do wypadku?

Turyści podchodzili na Rysy. Szli w odległości około 20 m jeden od drugiego. Będąc mniej więcej na wysokości Buli pod wylotem Rysy, nad pierwszym z nich pękła deska śnieżna, która porwała idącego poniżej kolegę. Spadł on z lawiną około 1000 m zatrzymując się w jej czole tuż nad Czarnym Stawem. Został przysypany ponad metrową warstwą śniegu, głową w dół. Pod śniegiem przebywał około 40 min. Tego dnia w Tatrach obowiązywał II stopień zagrożenia lawinowego. Turyści najprawdopodobniej weszli na wielką „poduchę nawianego śniegu ciągnącą się od Buli pod Rysami pod Wołową Grań. Niezwiązany z podłożem śnieg nie wytrzymał obciążenia, ruszyła tragiczna w skutkach lawina.

Poważniejsze wypadki turystyczne

W dniu 23.02.2004 r. W Tatrach obowiązywał III stopień zagrożenia lawinowego. Na dodatek padał śnieg i wiał dość silny wiatr potęgując miejscowo wzrost zagrożenia.

Przez cały okres zimowy między innymi ze względu na zagrożenie lawinowe, zamknięty jest szlak na Giewont od Przeł. w Grzybowcu. Informują o tym stosowne znaki i szlaban na szlaku. Jakie było zdziwienie ratowników gdy, przed 18-tą otrzymaliśmy informację, że na szlaku na Giewont, według opisu był to raczej szlak od Przeł. w Grzybowcu, znajduje się samotny turysta, który nie mając światła, nie wie jak dalej iść po zasypanym szlaku. Ponieważ trudno było ustalić jak wysoko znajduje się turysta, na ratunek wyruszyły dwie ekipy ratowników. Jedna od Dol. Kondratowej, druga od Strążyskiej. Ratownicy idący od Dol. Strążyskiej natrafili w rejonie Siodłowej Przeł. na oczekującego na pomoc turystę. Zziębnięty, przemoczony, dość kiepsko ubrany pod kurtką grzał.... malutkiego pieska, którego kupił rano na targu w Zakopanem. Po ogrzaniu pakietami grzewczymi, ubraniu kurtki i polara zaczęło się mozolne sprowadzanie turysty w dół. Odbywało się to przy dość dużym (w przekraczanych żlebach) zagrożeniu lawinowym. Po pewnym czasie turysta odmówił współpracy i dalszy transport musiał odbyć się w pulkach, w których to, turysta opatulony śpiworami, zaraz zasnął. Trudno komentować takie zachowanie, tym bardziej, że „turysta” był na przepustce ze szpitala psychiatrycznego.

W dniu 12.03.2004. około 22.30 przez tel. komórkowy turysta powiadomił TOPR, że jest wraz ze swoją partnerką w  Dolinie Waksmundzkiej. Jest ciemno, nie mają światła, nie wiedzą jak dalej schodzić, na dodatek jest zimno, wieje wiatr, oni są wyczerpani, proszą o szybką pomoc. Najlepiej jakby przyleciał śmigłowiec. Ponieważ nie udało się dokładnie ustalić w którym miejscu Doliny Waksmundzkiej znajdują się turyści , z ich opisu wywnioskowano, że znajdują się w górnej częśći Doliny, mniej więcej na jej dnie.

Z Hali Gąsienicowej poprzez Krzyżne do Dol. Waksmundzkiej wyruszyła 4-osobowa grupa ratowników. W lawiniastych warunkach doszli na Krzyżne i zjechali do Dol. Waksmundzkiej. O godz. 4.30 udało im się nawiązać kontakt głosowy z poszukiwanymi turystami. Okazało się, że znajdują się oni w ścianach małego Wołoszyna nad progami nad Równicą Waksmundzką. Ze względu na zalodzenie żlebów, by do nich dojść koniecznym było użycie sprzętu taternickiego, którego nie miała ze sobą pierwsza grupa ratowników, gdyż turyści mieli być na dnie Doliny. Wcześnie rano do Dol. Waksmundzkiej, tym razem od dołu wyrusza kolejna grupa ratowników. Nie obywa się bez przygód. Podczas pokonywania progu Doliny, lawina zabiera kilku ratowników, na szczęście nie czyniąc im żadnej krzywdy. Wiatr halny, który wieje tego dnia, jest na tyle mocny, że nie ma szans na użycie śmigłowca. O godz. 11.20 ratownicy docierają do turystów. Są oni mocno wychłodzeni, a chłopak na granicy utraty przytomności. Na szczęście zmniejsza się wiatr. Pozwala to na użycie śmigłowca. Do zakopanego przylatuje śmigłowiec Sokół Straży Granicznej. Ratownicy lecą do Dol. Waksmundzkiej. Śmigłowiec zawisa nad przygotowanymi do transportu turystami. W dwóch lotach turyści wraz z ratownikiem zostają podebrani na długiej linie i przeniesieni w dogodne miejsce w Dolinie. Tam śmigłowiec przyziemia. Turyści zostają włożeni na jego pokład i przetransportowani do szpitala. A jak doszło do wypadku? Dwoje młodych turystów, nieodpowiednio wyposażonych do zimowych wędrówek wyszło w południe z Hali Gąsienicowej na Skrajny Granat. Stamtąd poszli Orlą Percią na Krzyżne, skąd postanowili iść dalej granią do Wodogrzmotów. W zapadającym zmroku zeszli z grani Wołoszyna w kierunku dna Doliny Waksmundzkiej. Zatrzymali się tuż nad barierą skał skąd zaczęli wzywać pomocy. Gdyby nie użycie śmigłowca, klasyczny transport przedłużyłby znacznie akcję ratunkową, co mogłoby tragicznie skończyć się dla turystów. Akcja ratunkowa prowadzona była przy dużym zagrożeniu lawinowym, trudnym do oceny zwłaszcza nocą.

W dniu 29.04. do TOPR dotarła informacja od przerażonego turysty, przebywającego w Dolinie Koziej, że na jego oczach gdzieś z masywu Koziego W. spadł człowiek. Leży na stromych śniegach pod ścianami. Na miejsce wypadku ratownicy zostają przewiezieni śmigłowcem Mi-2. Po dojściu na miejsce wypadku ratownicy stwierdzają zgon. Z oględzin miejsca wypadku wynikało, że turystka spadła z rejonu Koziej Przeł. Wyżniej. Ratownicy przetransportowali ciało do Murowańca. Tam okazało się, że turystka tego dnia zameldowała się wraz ze swoim kolegą i obydwoje poszli zaraz na wycieczkę. Zrobił się problem co z jej partnerem? Nikt nie wzywał pomocy, nikogo nie było widać w rejonie wypadku. Na poszukiwania wyruszyła ekipa ratowników z 5-ciu Stawów. U wylotu Dol. Pustej natrafili na poszukiwanego, rannego turystę. Z jego zeznań wynikało, że on z kolei spadł na stronę 5-ciu Stawów, doznając na szczęście kontuzji nie zagrażających jego życiu. Prawdopodobnie spadając na dość długi czas stracił przytomność. Na koniec krótki komentarz z pytaniem? Czy w zimowych warunkach należy bez odpowiedniego  sprzętu i zimowego doświadczenia chodzić po najtrudniejszych tatrzańskich szlakach?

To pokrótce historia najpoważniejszych zimowych wypadków. Drugą bardzo wypadkową zimową działalnością są wypadki narciarskie. Ale o tym następnym razem.

 

 

            Adam Marasek – Z-ca Naczelnika TOPR - Przewodnik tatrzański - wysokogórski

  • http://www.przewodnicy-gorscy.pl/ Przewodnicy wysokogórscy. Wyjścia na szczyty tatrzański; Gierlach, Wysoka, Lodowy Szczyt, Mięguszowieckie Szczyty
  • © Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
    Webmaster: PROMEDIA