Strona główna / nr 1 (3) - ZIMA 2005 / KAUKAZ - ATAK NA WIEDŹMĘ
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
KAUKAZ - ATAK NA WIEDŹMĘ


Kaukaz Elbrus, Uszba zdjęcia galeria

Alpy Matterhorn, akcja ratownicza, zdjęcia galeria

Mongolia góry, stepy zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Himalaje szkolenie GOPR zdjęcia galeria

Góry Pamir wschód słońca
ATAK NA „WIEDŹMĘ”

Tadeusz Stefański

Jest wieczór. Za oknami widok na szczyty okalające dolinę Baksanu. Opowiada Lutek Kaczorowski:

- Wyjechaliśmy do Turbazy Schelda. W czwórkę. Obok mnie Antek Adamowski. Roman Dąbkowski i nasz Tola Karpow - radziecki instruktor alpinizmu. Jest pochmurno, pada deszcz. Razem z 7-osobową grupą Czechów wychodzimy na „Naczówki Aristowa”.

ataknawiedzme.jpg (19.85 Kb)Czesi rozbijają namioty. My idziemy dalej a właściwie wyżej. Pod lodowiec Jusengi. Po czterech godzinach rozbijamy biwak na 2700 m. Mokro i zimno. Śpimy w czwórkę w jednym namiocie. Ciasno, ale cieplej.

O czwartej rano pobudka. Pierwszy wstaje Roman. Gotuje herbatę. Kolejno wstają Antek, Tola i Lutek. Za pół godziny wychodzimy. Przed nami do pokonania lodospad i lodowiec Uszbijski. Musimy iść bardzo ostrożnie. Przejście lodospadu jest dość niebezpieczne. Kruchy lód i spadające skalne odłamy. Powoli pniemy się w górę. Za nami idzie piątka Czechów. Jest piękna pogoda. Słońce, gorąco. Plecaki dają znać o sobie. Z góry widzimy schodzące trzy sylwetki. To Polacy Andrzej Czok, Zbyszek Laskowski i Marek Serwa. Jest

1600 jak dochodzimy do "poduszki" w masywie północnego szczytu Uszby. Jesteśmy na 4200 m. Rozbijany biwak.

16 lipca wychodzimy o 530. Wiążemy się linami. Narazie luźna asekuracja. Idziemy dwójkami. Antek z Tolą i Roman ze mną. W dole, za nami, pnie się czterech Czechów. Powoli wspinamy się granią północną. Mglisto. Szczyt Uszby słabo widoczny.

Chwilami nachylenie do 60°. Masa śniegu. Wierzchem leży świeży opad. Odcinkami lód naciekowy. Jesteśmy w rakach. Już przestałem liczyć ilość podciągów. Idziemy na sztyw­nej asekuracji. Cholerna ekspozycja. Górą prześwituje słonce. Ciężko. Ten śnieg. Ogromne masy śniegu. Robi się niebezpiecznie. Do szczytu mamy 100 - 150 m. Jeszcze kilka wyciągów. Jednak rozsądek nakazuje odwrót. Jesteśmy gdzieś na 4600 m. Szkoda nam tej "Wiedźmy". To miejscowa nazwa Uszby. Jest 1230 . Powoli zjeżdżamy w dół. Najpierw idzie czwórka Czechów. My zwijamy liny. Idzie to dość wolno. Czwórka pod nami ma trudności z ekspozycją i kłopoty techniczne. Po pięciu godzinach wracamy na "poduszkę".  

 Przechodzą także trzy Polki, Halina Kriger - Syrokońska, Anna Okopińska i Dobrosława Miodowicz. Są jeszcze dwaj Austriacy. Ta piątka zostaje. Będą biwakować w śnieżnej jamie. Czesi z naszą czwórką schodzą na "Uszbijskie platou". Tam nocujemy w namiotach. Ciężki dzień za nami. Kończą się nasze skromne zapasy żywności. Pomagają nam nasi południowi sąsiedzi. Szybko zapada noc. Wzmaga się wiatr. Zaczyna sypać. Nad ranem załamuje się nasz namiot. To wina świeżego śniegu. Roman śpi w środku i musi wstać pierwszy. Odkopujemy namiot i gotujemy herbatę. Prawie biegiem mijają nasz biwak dziewczęta. Klną na pogodę, mają dość. Schodzą także Austriacy. Powoli i my zwijamy biwak. Schodzimy na dół do „Noczówek niemieckich". Ustawiamy namiot i suszymy ubranie. Gorący posiłek i odpoczynek, - pełny relaks. Widać jak z platou wychodzą Czesi na Pik Szczurowskiego. Wokół cudowne góry. Pik Kaukazu, Czatyn, Mała Uszba, Bżeduch, wielowierzchołkowa Schelda i "nasza" dwugarbna Uszba. Układamy się do snu.

18 lipca. Antek budzi nas o 300. Świta. O czwartej start. Jeszcze raz wychodzimy na „Platou”. Idziemy w trójkę. W namiocie został Tola. Pogoda cudowna. Słońce dodaje nam otuchy i radości. Z marszu wspinamy się na Czatyn-tau. Na szczycie dochodzimy Czechów. Schodzimy w dół i o 900 jesteśmy na szczycie Szczurowskiego. Po drodze mijamy Austriaków, którzy byli tam przed nami. Podziwiamy panoramę Centralnego Kaukazu. Wokół same szczyty. Tego się nie zapomina. Z żalem schodzimy w dół. Na „Noczówkach” składamy namiot pakujemy plecaki. Przed nami kilka godzin marszu do bazy „Schelda” Ładujemy się do autobusu i około 1800 witają nas koledzy w głównej naszej bazie "Azau" - kończy swoje wspomnienia Lutek.

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA