Strona główna / nr 1 (3) - ZIMA 2005 / JEDNO SKRZYDŁO ANIOŁA
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
OPOWIEŚĆ SENTYMENTALNA

 

Jaskinia Demianowska Wolności zdjęcia galeria II

Mała Fatra wąwóz Diery zdjęcia galeria

Wyspa Skarbów, Wyspa Robinsona zdjęcia galeria

Góry Świętokrzyskie z lotu ptaka zdjęcia zdjęcia galeria

Szlak na Halę Gąsienicową zdjęcia galeria
Jedno skrzydło Anioła

Barbara Myczkowska Hankus

W małym kościółku na starej ławce siedział smutny Anioł Stróż. Już od dawna nikogo nie pilnował, nie ciągnął za rękaw w inną stronę, nie prowadził aniol.jpg (21.28 Kb)dzienniczka grzechów powszednich. Gdzieś zgubił swoją duszyczkę. Ot tak, po prostu w wielkim tłumie, gdy biły dzwony, a dym kadzidła wypełniał kąty, aż po piszczałki organów i snuł się ku kruchcie, by uciec wąską strużką nad białe majowe sady. Młody był wtedy i niedoświadczony, przecierał załzawione oczy, machał skrzydłami, zaglądał do wszystkich zakamarków, chociaż przeganiały go pająki, bo im sieci plątał. Wpadł i do zakrystii by z myszami pogadać o swojej zgubie, ale wyśmiały go tylko i czmychnęły jedna za drugą na kolację do gospodyni. Wieczór się już zbliżał, gdy biedny winowajca przycupnął nad święconą wodą, twarz umorusaną przetarł i na starą ławkę wrócił. Poradzić się chciał jeszcze mądrzejszych, co kręgiem wokół ołtarza stali, ale już i wszyscy święci w sen zapadli. Pracowali przecież od jutrzni aż po ostatnią zdrowaśkę. Zaskrzypiały drewniane drzwi, klucz zazgrzytał i wtedy Anioł Stróż rozpłakał się na dobre. Szlochał tak i rozpaczał wciśnięty w kąt konfesjonału, aż zasnął z głową na brewiarzu. Co mu się śniło, nie wiadomo, bo któż wie, co śni się zrozpaczonym aniołom? Jedno jest pewne, ten sen musiał być piękny. Obudził się rzeźki, przetrzepał skrzydła i z anielskim uśmiechem na twarzy obserwował poranny pośpiech. Wszyscy święci zajmowali swoje miejsca, układali fałdy szat, szukali kluczy, ksiąg, koszyczków z różami, biczy, miniaturowych wież. Pomieszały się lilijki, birety i kapelusze. A Anioł patrzył spokojnie jak kurz wzbija się ze starego dywanu, wiruje na promieniu słońca i z całym dostojeństwem osiada na pozłacanych szatach, fioletowych pelerynkach i białych komeżkach ministrantów. Anioł czekał na otwarcie drzwi, bo od tej chwili postanowił rozpocząć nową misję. Już wiedział jak odkupić swoją winę. Musiał znaleźć zamiast jednej, dwie duszyczki, które pasują do siebie jak dwa paciorki różańca. Każdą z nich schowa pod jedno skrzydło i chwały niebieskiej sobie przysporzy. Może jeszcze i inna korzyść z tego będzie, zobaczymy – rozmarzył się bezrobotny Stróż. Odtąd codziennie rano i wieczorem oglądał pilnie wszystkie dusze, a w niedzielę aż mu się w głowie kręciło, taki był ruch. Siedział uparcie na swojej ławce, liczył, kombinował, przymierzał. Może nieraz dałoby się coś z tego sklecić, ale zawsze była jakaś przeszkoda.. Albo się duszyczki po innych kątach rozsiadły, albo jedna wyszła za wcześnie, i jak tu obie objąć naraz?.

A lata biegły, Anioł robił się jakiś markotny, bo ile można mieć cierpliwości, nawet anielskiej?. Skrzydła mu opadały, aż w końcu zrozumiał z przerażeniem, że od tego niezdrowego czekania dostał reumatyzmu. Jedno skrzydło wyrażnie szwankowało. Zmartwił się ogromnie, bo przecież musiał objąć dwie duszyczki razem, a do tego potrzebne były mu dwa porządne anielskie atrybuty.Aby zupełnie na stracić mocno już nadwerężonego autorytetu przewiązał chore skrzydło opaską z napisem: Gloria in exelsis Deo i postanowił, że czeka tylko do wiosny i ani dnia dłużej. Pójdzie na tułaczkę, może go ktoś przygarnie, domu mu popilnuje, dzieciaki nad stawem, albo i babinę przy piecu. Bywają przecież i takie anioły, które muszą na trzy zmiany pracować, bo im się gorszy przydział trafił i dusza hulaszcza i             nieokiełznana. Najmie się za pomocnika, bo jego kariera i tak już przepadła. Zadumał się tak i zasmucił na swojej ławce.

Minął Nowy Rok, zapusty, mrozy popuściły, a sople na dachu ciurkały wodą ludziom za kołnierze. W taki wieczór, gdy słońce omiatało jeszcze pozłotą wierzchołki gór, przyszedł do kościółka mężczyzna i usiadł w ławce Anioła. Dokładnie obok niego, aż się biedaczek musiał odsunąć, bo bał się o swoje jedyne, zdrowe skrzydło. Przyglądnął się Anioł tej duszy i widzi, że choć człowiek nie stary, to duszyczka jakaś smutna, bez blasku, porządna a nie radosna. Posiedzieli sobie tak razem, pomodlili się i już miał Anioł przysnąć, gdy zobaczył, że obok mężczyzny usiadła kobieta. Przetarł oczy dobry Stróż ze zdumienia, bo widzi, że ta druga dusza całkiem taka sama, smutna i samotna, choć ludzie myślą, że szczęśliwa; jak to ludzie, co ani duszy, ani serca, ani marzeń nie widzą.

Przylgnęła ta samotność jedna do drugiej i pyta czy się u tej pierwszej miejsce dla niej znajdzie? Patrzy ten smutek na sąsiada, co się jeszcze po zakamarkach ciągle chował i uśmiecha się do niego. Coraz odważniej i coraz piękniej. Oczy im się złocić zaczynają jak od tego wieczornego blasku, który witraże maluje.

- Nie odrzucaj mnie- mówi dusza jedna do drugiej-bo już długo jestem zapomniana. Spotykałam cię wcześniej na zielonych łąkach naszych afirmacji, na polach niebytu, ale bałam się, że mnie nie rozpoznasz i będę odrzucona. Czekałam na ciebie zwinięta w kłębek na dnie myśli ludzkich. Pokazywałam ci swoje zwierciadła, gdy patrzyłaś w moje oczy a ja płynęłam wgłąb twoich jezior ukrytych pod powiekami; tak wiele ci wtedy powiedziałam. Ciągle nas rozdzielano, choć śpiewałam przed tobą, a ty tańczyłaś w blasku mego ognia. Uciekałam w zarośla pełne cierpienia, w ciszę niepojętą. Stałam u wrót Zapomnienia, ale nikt nie otwierał. Na wierzchołkach gór zbudowałam ci kapliczki byś mogła z radości wołać i by echem po dolinach wracał do mnie twój głos.

- A więc zostań ze mną przyjaciółko moja, bo byłem z tobą zanim powołano cię z chaosu.

- A więc bądź przy mnie przyjacielu mój, bo zapaliłam światło przed pierwszą myślą, którą mnie objąłeś.                                                                                                                                                                                                                                               

                                         Anioł płakał - i tańczyli święci na plafonie wśród obłoków. Gdy te dwie dusze połączyły się, Anioł bez trudu objął je swoim jednym, zdrowym skrzydłem, tulił do siebie by je ogrzać w starym kościółku. Czuł, że wina jego została zapomniana w tej jednej chwili. Cóż warte by było jego anielskie życie, gdyby się te dwie dusze nie dogadały? Wziął je obie pod pachę, wdrapał się na drabinę i posadził na tęczy pod sufitem, a potem spojrzał z góry na tych dwoje, co swoje bliźniacze dusze więzili.

Jeszcze tu wrócicie po nie- pomyślał, bo ani bez nich, ani bez siebie nie będziecie dobrze żyć. Talenty wam się w węzełek zwiążą i na sercu zawisną. Nie rosną przecież na niekochanej ziemi. Pustka w was będzie i wielkie udawanie. Co najlepszego macie rozdacie innym, samym sobie aż do śmierci dłużnikami będąc – utyskiwał zmęczony Anioł.

- Daję wam jeszcze trochę czasu. Bywa tak, że do niektórych ludzi szczęście przychodzi o poranku i głośno kołacze, ale mu nie otwierają, a kiedy ma się ku zachodowi stoją w drzwiach i wyglądają czy nadchodzi. Patrzył przy tym na nich z czułością, bo wierzył, że im się uda.

Schodził wolniutko z podniebnej drabiny, gdy nagle drzwi się otwarły i do kościółka wpadło dwóch młodzieńców uskrzydlonych. Szumu narobili, kurz wzbił się od tego wystraszonego machania, bo im się gdzieś dwie dusze zapodziały. Czekali na nie przed kruchtą, wolny czas spędzając na plotkach niebiańskich. Światła pogasły a ich duszyczki nie wychodzą.

- Tak to jest, gdy się poważną robotę praktykantom powierza! Popatrzcie w górę, ku tęczy – powiedział zadowolony stary Stróż. Rozwinął swoje dobre skrzydło i odleciał zanim zgasła ostatnia świeca.

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA