Strona główna / nr 2 (4) - WIOSNA 2005 / SZANSA DLA CIEBIE GÓRY KRYMSKIE – 7 TYS KM2 BAJKI
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
KRYM - MORZE I GÓRY


Kaukaz Elbrus, Uszba zdjęcia galeria

Wyspa Skarbów, Wyspa Robinsona zdjęcia galeria

Krzysztof Wielicki Himalaje zdjęcia galeria

Mała Fatra wąwóz Diery zdjęcia galeria

Jaskinia Demianowska Wolności zdjęcia galeria II
GÓRY KRYMSKIE – 7 TYSIĘCY KM2 BAJKI

Stefan Czerniecki

Zdobywanie ich zawsze wiąże się z wylaniem paru litrów potu. Niestety, najkrótsze i zarazem najciekawsze drogi prowadzące na ich szczyty wiodą po południowych stokach. A na tych szerokościach i w tym klimacie słonko lubi dać o sobie znać. Góry Krymskie, bo o nich mowa, wciąż należą do obszarów mało znanych wygodnym turystom z bogatego Zachodu. Mimo niewielkich wysokości bezwzględnych (najwyższy szczyt Roman – Kosz ma wysokość 1545 m.n.p.m.), miłośnicy „nieziemskich” wrażeń i rozkoszy wynikających z samego obcowania z górami znajdą tu coś dla siebie.

TROSZKĘ GEOLOGII

            Góry Krymskie rozciągają się zgodnie z kształtem wybrzeża na obszarze 7 tys. km2. Osiągają długość 150 km ciągnąc się z południowego zachodu od Bałakławy na północny wschód do Teodozji. Na przedgórzu wyróżnia się, patrząc od północy, pasmo zewnętrzne, wewnętrzne i główne, najwyższe, które gwałtownie ucinają nadmorskie klify. Pasma północne nie uległy sfałdowaniu. Zostały jedynie wychylone pod niewielkim kątem w stronę stepów.

            Góry Krymu obok gór północnej Hiszpanii, zachodniej Norwegii oraz Grecji to jedyny przykład w Europie miejsca, gdzie człowiek może naocznie, w trakcie jednej tylko wycieczki sprawdzić wiarygodność atlasów o piętrowości roślinnej. Tylko tam bowiem góry wprost wynurzają się z morza, pozwalając turyście ujarzmiać je od samych podnóży po same szczyty.

            O ścisłym związku tych gór z morzem najlepiej świadczy legenda związana z jednym z najsłynniejszych szczytów Krymu, Aju – Dahem. Otóż dawno temu porzuconym niemowlęciem zaopiekowało się stado niedźwiedzi. Malutka dziewczynka wychowała się wśród tych troskliwych zwierząt. Pewnego dnia przyszedł po nią młodzieniec. Zakochana para postanowiła opuścić Aju – Dah. Gdy odpływali zrozpaczony niedźwiedź podbiegł do brzegu i próbował wypić morze. Dziewczyna uprosiła misia, aby pozwolił im uciec. Zwierzę posłuchało, ale z tęsknoty zamarło na zawsze w bezruchu. I tak oto współczesny Aju – dah to taka właśnie góra – niedźwiedź. Jej południowy stok łagodnie schodzi do morza uosabiając łeb niedźwiedzia pijącego morską wodę. Wnikliwy obserwator zauważy zapewne następujący po nim bark, łapę, tułów i kończyny tylne. Góry Krymskie bez morza straciłyby przynajmniej połowę ze swej niesamowitości.

GÓRY POETÓW

            Gdy ujrzymy na własne oczy ścierający się obraz srogich klifów i rozciągającego się po horyzont morza, szybko zrozumiemy, dlaczego właśnie to miejsce tak często wybierali poeci na swoje cele podróży. Tworzyli tu: A. Mickiewicz, A. Puszkin, A. Czechow, L. Tołstoj, S. Nadson, Ł. Ukrainka, W. Żukowski, A. Gribojedow, M. Twain, P. Robson i wielu innych. Bo na Krymie jest wszystko. Góry, morze, spokojne, jakby na wieczność uwięzione w dziwnym śnie, miasteczka i wspaniali ludzie.

            Współcześnie zauważalna stała się w Europie moda na Wschód. Na Ukrainę, która do niedawna postrzegana była jako kraj dziki i niebezpieczny, wybiera się coraz więcej ludzi, głównie młodych. I ci nie zawodzą się. Owszem, dojazd na sam Krym może dostarczyć pewnych problemów, ale jest to też pewien element podróży, który po pewnym czasie traktuje się jako uroczy. Większość Polaków udaje się do Lwowa i tam ku swej rozpaczy dowiaduje się, że miejsc na pociąg do Symferopola nie ma najbliższe... 30 dni. Pozostają dwie drogi. Albo dajemy w łapę pani w kasie (zawsze skutkuje). Albo szukamy połączenia „na raty”. Osobiście polecam puściutki pociąg do urokliwej mieściny o nazwie Kotovsk, a stamtąd już na Krym dostać się jest naprawdę łatwo.  

 WSZECHOBECNY ZACHWYT

Najsłynniejszymi bazami wypadowymi w góry Krymu są miejscowości: Ałupka oraz Ałuszta. Jak to w przypadku mieścin śródziemnomorskich bywa, tak i tu klimat tych miejsc możemy poznać dopiero wieczorem. Wtedy zaczyna się robić gwarno, przytulnie, żeby nie powiedzieć romantycznie...

Jednak w prawdziwie romantyczny nastrój może nas wprowadzić dopiero widok z okolicznych masywów na morze. Podróżnik udający się w wędrówkę wzdłuż wybrzeża po stromych klifach może nieskończoną ilość razy szczypać się w razie gdyby okazało się, że jest w bajce. Ale to na nic! To wszystko jest prawdziwe. Przed nami rozciąga się pas klifów obrośniętych gdzieniegdzie rosnącymi niemal prostopadle do ściany drzewkami. A u naszych stóp aż po nieskończony horyzont ciemno błękitna toń Morza Czarnego.

Z tego cudownego stanu może nas wyrwać na chwilę pan, zbierający opłatę za wstęp do parku. Tutaj bowiem nie ma żadnych budek przy wejściu na szlak. Po prostu, jeśli ma się pecha, na samym szczycie lub na grani spotkać można sympatycznego człowieka, który pobiera opłatę taką jak w naszych Tatrach płacimy u wylotu dolin. Wspomniałem o szlakach... Czegoś takiego na Krymie nie znajdziemy (no, chyba, że na drodze do hiperkomercyjnego skalnego miasta Czufut - Kale). Dlatego często przydaje się kompas, o mapie już nie wspominając.

KRYMSKIE KAPRYSY

Klimat Krymu załapuje się do odmiany śródziemnomorskiej. Ale jest to dosyć specyficzna odmiana. Codzienny deszcz latem nie budzi u tutejszych ludzi zdziwienia. Mało tego! Potrafi lać tutaj każdego sierpniowego dnia (raczej w porach popołudniowych). Ale ma to tez swoje uroki. Z górskiej perspektywy widok pioruna na tle czarnego nieba uderzającego w morze budzi zachwyt, ale i pokorę przed niesamowitą siłą matki – natury. Ponura pogoda nadaje szczytom Krymu dodatkowego uroku. Szybko staje przed oczyma szkocki krajobraz. Bo Krymskie Góry oprócz często zmiennych warunków atmosferycznych samą budową też nieco nawiązują do masywów znanych nam z filmu „Braveheart”.

Najsłynniejszy chyba ze wszystkich na Krymie, Czatyr – Dah, to taki właśnie płaskowyż. Czasem turysta zastanawia się, jak to możliwe, że najwyższe miejsce jest tak rozległe i tak równe, jakby przejechał po nim walec. Jest to zatem coś zupełnie odmiennego od tego, co znamy ze swojego, polskiego „podwórka”. Taka morfometria szczytów Gór Krymskich znakomicie sprzyja osadzaniu się chmur. Tworzy się wtedy kolejne cudo natury. Znajdujemy się wśród bezkresnej krainy mgieł. Cudowne mleczne morze roztacza się, podczas gdy my wędrujemy po płaściutkim, pełnym traw i łąk wzniesieniu. Nic tylko przystanąć na chwilę i wyjąć z plecaka „Sonety Krymskie”...

                                                WIECZNA PUSTKA

Ludzie gór raz na jakiś czas uwielbiają posmakować samotnego kontaktu z ich ukochanym przedmiotem pasji. Słynny pionier polskiego alpinizmu, Wawrzyniec Żuławski, w swojej książce „Wędrówki alpejskie” niejednokrotnie zachwycał się fenomenem bliskości samotnego człowieka i góry. Często w tym właśnie elemencie alpinizmu doszukiwał się największej magii, która u jednych powoduje uzależnienie od wspinaczki, a u innych odruch pukania się w głowę. Ludzie Krymu po górach nie chodzą. Taki jednoznaczny wniosek należało przyjąć po przeczesywaniu ścieżek i nie spotkaniu po drodze ani jednej osoby (no, chyba, że leśnika zbierającego opłaty). Na Czatyr – Dahu spotkaliśmy całą kilkunastoosobową (!) grupę turystów. Szybko jednak nasze wcześniej wspomniane wnioski o lenistwie tutejszej ludności zostały potwierdzone. Grupę tą w całości stanowili... polscy studenci.

Jednak co by o mieszkańcach Krymu nie napisać, są to przewspaniali i niezwykle uczynni ludzie. Gdy znaleźliśmy się któregoś wieczora w samym środku Półwyspu wykończeni całodzienną wędrówką okazało się, że do naszego celu pozostało nam jakieś... 40 km. Wokół pustka i dzicz. Jedynymi ludźmi, jakich spotkaliśmy, były panie prowadzące stragany u wylotu Wielkiego Kanionu. Jako że dzień już się dawno skończył i ruch turystyczny zamarł, panie składały swój dobytek. Jednak, gdy zobaczyły, w jakiej jesteśmy sytuacji, szybko zaniechały swoich planów. Poczęstowano nas gorąca herbatą. A co najważniejsze załatwiono nam transport ku miejscu naszej wycieczki. Ukraińska uczynność nie zna granic.

Zresztą, na całym Krymie Polacy są bardzo życzliwie przyjmowani. Na targach ludzie machają, śmieją się i życzą spokojnej i udanej podróży. Po takim sympatycznym nastrojeniu się wychodzi się w góry ze zdwojoną energią! Świat jest naprawdę piękny – z takim przeświadczeniem wyjeżdża z Krymu niemal każdy turysta.

 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA