Strona główna / nr 2 (4) - WIOSNA 2005 / NATALIA
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
NATALIA


Jaskinia Demianovska Svobody zdjęcia galeria I

Mała Fatra wąwóz Diery zdjęcia galeria

Babia Góra wschód słońca zdjęcia galeria

Szlak na Halę Gąsienicową zdjęcia galeria

Orla Perć szlak na Krzyżne zdjęcia galeria 6
NATALIA - opowiadanie sentymentalne

Barbara Myczkowska – Hankus

Przez okno jego gabinetu widać klomb okolony niewysokim żywopłotem. Wiatr nagina gałęzie starych świerków. Dalej jest już tylko ścieżka wśród słomianych chochołów na różanych krzewach. Tego roku grudzień był niemiłosierny dla przyrody i ludzi. Wieczorami, gdy mróz zamieniał powietrze w niewidzialne tafelki lodu, w sadach pękały drzewa. Ich kora rozstępowała się jak świeża rana. Potem słychać było trzask podobny do krótkiego, spazmatycznego jęku.

Natalia usłyszała go po raz pierwszy tutaj, w starym modrzewiowym dworze. Była dzieckiem miasta i znała tylko jego odgłosy, zapachy, słoneczne place i ciemne zaułki. Teraz siedziała w głębokim fotelu, tuż przy oknie. Nie spodziewała się, że będzie dzisiaj u Krzysztofa. Śnieżyca przylepiała do szyby zimne, krótkie pocałunki. Świat za oknami wirował, tańczył w bieli i zieleni. Wewnątrz było ciepło i cicho. Niewielka lampka zagarniała światłem część ogromnego biurka. W półmroku kryły się litografie scen myśliwskich, półki pełne książek, albumów i płyt. Za granicą światła, naprzeciw niej siedział Krzysztof.

Za tydzień święta - pomyślała o tym dopiero teraz. Powinna przywieźć mu jakiś prezent, drobiazg.

Wybacz - powiedziała w myślach - wybacz - usłyszała swój własny głos, a potem jak echo swój płacz.

Nata -jego dłoń była ciepła. Schowała się w niej natychmiast. Zwinęła się w tym cieple aż po czubek głowy.

O tej porze roku zwykle zapominała o wielu sprawach i nieustannie spóźniała się. Czas przedświąteczny w redakcji w której pracowała, przypominał wesołe miasteczko na pełnych obrotach. Pracowała w dziale reportażu już od 10 lat ale dotąd nie potrafiła przystosować się do szaleństwa „ostatniej chwili". Może dlatego, że nie zajmowała się polityką, sportem i plotkami wielkiego świata. Jej prawdziwą pasją byli ludzie. Początkowo szukała tematów wyjątkowych i wybitnych osobowości. Chciała zaistnieć. Z czasem, gdy jej miejsce w redakcji było już ustalone, zaczęła wracać do spraw, które dawniej pomijała, bo były zbyt banalne. W połowie lat 90-tych, gdy ucichły nieco fanfary nadchodzącej transformacji, w prasie pełnej szokujących newsów zaczęły się powroty do tematów codziennych i postaci bez twarzy publicznej. Wtedy poznała Rafała. Był wschodzącą gwiazdką, pisał dla kilku renomowanych gazet. Miał bzika na punkcie afer gospodarczych. Dzięki licznym znajomościom i urokowi wiecznego chłopca, docierał do ważnych źródeł.

Wiosną spotkali się, jak to bywa - przypadkowo, w niewielkim małomiasteczkowym pubie. On tropił ślady kolejnej defraudacji, ona wracała z pierwszej i jak wtedy myślała, ostatniej wizyty w starym dworze. Między swoją kawa, a jego Pilznerem, zdążyła mu opowiedzieć o nowym, świeżo nagranym materiale. Była zachwycona właścicielem dworu, który wrócił po 30 latach pobytu zagranicą i nie kryła tego przed Rafałem. On odpłacał jej półuśmiechem, bo bardziej od powrotu banity, interesowała go ta nowa buzia o ciemnych oczach i włosach koloru miedzi. Poprosił ją o numer telefonu i jeszcze tego wieczoru zdążył zaproponować kolację.

A potem było upalne lato, dzikie, romantyczne plaże i Natalia poczuła, że świat jest piękny tylko z Rafałem w tle. Zapadała się w tą znajomość coraz głębiej. Miała 38 lat i małżeństwo na papierze. Od 5 lat jej pierwsza, wielka miłość, imponujący rozmiarami ciała marynarz, zniknął gdzieś pomiędzy portami Rabatu i Cup Town. O Rafale wiedziała tyle ile zwykle wiedzą zauroczone kobiety, to znaczy, że jest fantastyczny, choć usłużne koleżanki mówiły, że to kawaler z przeszłością. Kobiety kochały go za opanowaną do perfekcji sztukę rozmowy z nimi. Żonglował słowem tak, że nie musiał już kupować kwiatów...

Pierwsze sygnały ostrzegawcze zbagatelizowała. Kiedy wyjechał na urlop uwierzyła, że w drodze do berlińskiej ciotki, złodzieje zapolowali w pociągu na jego telefon. Potem dała się przekonać do kolejnych, służbowych wyjazdów, także w kierunku Berlina. Jeśli nawet zadziałała jej kobieca intuicja, to i tak nie miała wielkiego wyboru. Od kiedy jej marynarz wziął kurs na Afrykę wyjeżdżała już tylko do matki, w góry.

Tego roku miało być inaczej. Rafał wyskoczył z nową propozycją znienacka i jak zawsze efektownie. W prezencie mikołajowym zaproponował wspólnego Sylwestra w Wiedniu - bajka i marzenie. Spotkali się potem już tylko raz, bo Rafał miał coraz więcej gorących tematów. Wszystkie dodatki świąteczne do kolorowych pism zabiegały o jego podpis, ocenę, komentarz. Natalia starała się rozumieć go i usprawiedliwiała telefony o trzeciej nad ranem, spotkania odwoływane krótkim - nie mogę, wybacz, odezwę się. Na tydzień przed świętami odebrała w redakcji maiła: Muszę wcześniej wyjechać. Sprawy służbowe. W Sylwestra będę pracował, więc nasze plany są nieaktualne, chyba rozumiesz. Kocham cię, zadzwonię, pa Rafał.

Zanim skończyła czytać już sięgała do torebki po kluczyki. Na parkingu dopadła ją śnieżyca ze wściekłym podmuchem wiatru. Nie czuła mrozu, tak naprawdę nie czuła nic. Mijała kolejne skrzyżowania, światła, reklamy. Chciała być jak najprędzej na przedmieściach gdzie w starej willi Rafał wynajmował mieszkanie. Chciała zdążyć przed jego wyjazdem. Koniecznie zdążyć!

Otworzyła jej starsza pani - Nie, nie ma go, wyjechał dzisiaj do Berlina - powiedziała i z uśmiechem zamknęła drzwi.

- Nata - przykrył jej dłoń długim, mocnym uściskiem. Po raz pierwszy zwrócił się do niej tak jak nazywano ją w dzieciństwie.

- Przyniosę twoje ulubione Chateau, Myślę, że ci się przyda. Mnie chyba też -otworzył dłoń i wypuścił jej rękę jak motyla, powoli i delikatnie.

Przechodząc widział ją w poczerniałych wieczorem szybach. Znowu tu była. Mógł jej dotknąć, patrzeć, słuchać. Marzył o każdym spotkaniu, o każdej obietnicy następnego. Ich pierwszy kontakt był równie przypadkowy jak Natalii z Rafałem.

W szare, marcowe przedpołudnie w centrum miasta, mężczyzna i kobieta, dwoje obcych sobie ludzi szło tą samą ulicą i w tym samym celu.

Krzysztof kończył remont starego dworu. Chciał by to miejsce było ciepłe, po polsku gościnne i tradycyjne. Zaplanował wszystko szczegółowo, od wieczornych ognisk na św. Huberta, po wielkanocne święcenie dla okolicznych mieszkańców. Zyskał uznanie i sympatię tych, którzy go odwiedzali. Z czasem przyjeżdżano tu nie dla świetnej kuchni i francuskich win. Przyjeżdżano dla niego. Był człowiekiem o nienagannych manierach i sposobie bycia. W wieku 60 lat, jedynie lekko pochylone ramiona nadawały sylwetce osobliwą miękkość, jakby przygarniał do siebie każdego rozmówcę. Szpakowate włosy, okulary i mocno zarysowany podbródek sprawiały, że więcej było w nim intelektualisty niż zdobywcy.

Tego mglistego, marcowego dnia szukał odpowiedniej porcelany, która byłaby godna jego gości. Natalia chciała zrobić prezent matce, miłośniczce Rosenthala. Oboje weszli do salonu Desy. Ona bez trudu znalazła delikatny dzbanuszek, Krzysztof nie mógł zdecydować się czy serwis obiadowy ma mieć przewagę zieleni czy błękitu. Zwrócił się do niej z prośbą o pomoc. Kiedy już pakowano błękitną wazę przedstawił się. Natalia była tym trochę rozbawiona ale instynkt reporterski nie zawiódł - to był ciekawy człowiek. Rozmowa z salonu Desy przeniosła się na ulicę, by skończyć się wymianą telefonów i zaproszeniem do dworu.

Krzysztof wracał na swoje odludzie bardziej niż zwykle zamyślony. Był samotnikiem a jednak ta kobieta poruszyła go, obudziła nieśmiało i bezwiednie śpiące tęsknoty. Dotąd nie chciał wiązać się z nikim. Sprawy osobiste i dawno rozwiązane małżeństwo zostawił zagranicą. Jego świat uczuć zamykał się pomiędzy psami, ptakami, sadem i dworem. Wieczorem poszedł z Aresem jak zwykle na dłuższy spacer. Piękny wyżeł biegł sobie znanym tropem, on myślał o uśmiechu Natalii przy pożegnaniu. Przed snem czytał prasę ale między linijkami biegły pasma jej złoto-rudych włosów. Następnego dnia znów jego myśli krążyły koło niej i to zaczęło go niepokoić. Od dawna nie doświadczał takich gwałtownych fascynacji. Jego serce biło spokojnie. Czasami jakaś emocja budziła się i gasła równie szybko Bał się ośmieszenia, odrzucenia i nowej samotności, która będzie miała inny wymiar, niż ta do której już przywykł. Zaczął walczyć z ciągle powracającym obrazem Natalii. Pracował jak najwięcej, dwór piękniał a on cieszył się tym coraz mniej. Na święta wielkanocne posłał jej życzenia. Dostał odpowiedź i obietnicę odwiedzin.

Przyjechała w rozbujały wiosną i pachnący, kwietniowy wieczór. Wtedy po raz pierwszy pili wspólnie Chateau. Krzysztof z dumą pokazywał swój wypielęgnowany sad w którym już kwitły pierwsze czereśnie. Nazywał drzewa, rośliny, odczytywał głosy ptaków. Opisywał świat obcy jej i wydawało się, że niepotrzebny. Świat na uboczu, za opłotkami gwaru ulicy, pulsujących neonów, ciemnych knajpek. Świat samotnej jabłoni zakochanej w oplatającym ją dzikim powoju, saren na zroszonych łąkach, kołujących jastrzębi i zawstydzonych przebiśniegów.

Słuchała go w milczeniu a jej rozbiegane myśli miękko i łagodnie zatapiały się w płynącym głosie. Świat za horyzontem oddalał się i szarzał. Wśród białych pni brzóz i rudych sosen rodziła się w niej magia tego miejsca. Reporterski magnetofon leżał zapomniany na kwiecistej kanapie. Nie był potrzebny. Natalia wiedziała, że to nie jest zwykły materiał dziennikarski. Więcej niż zapisała na taśmie zabrała ze sobą w klimacie, zapachach i nastroju tego spotkania. Opowiedziała mu o sobie nie mniej niż on odkrył własnych tajemnic. Przy pożegnaniu pochwyciła smutne, czułe spojrzenie, splecione z prośbą by przyjechała ponownie. Wiedziała, że mu się podoba.

Przed zakrętem skąd widać było jeszcze jego postać pomachała ręką przez otwarte okno samochodu. Od lasu napływało powietrze pełne zapachu szpilkowych drzew, zaorane pola czekały z nadzieją.

- Życie wraca - pomyślała.

Tego dnia spotkała Rafała.

Czekała na Krzysztofa patrząc bezmyślnie na opuszczone przez niego miejsce. Złośliwa wyobraźnia podsuwała jej nierealną ale upartą myśl, że on nie wróci. Wejdzie wgłąb śnieżnej zawieruchy i rozwieje się między świerkami, że opuści ją jak Rafał. Kiedy poczuła chłodne szkło kieliszka przytuliła się do niego. Bez wstydu, z naiwnością która nigdy nie ponosi klęski. Całował jej włosy, wilgotne policzki i pachnące, ciepłe jak świeżo opuszczone gniazda, małe dolinki za uszami. Czuł jej dłoń wędrującą zakosami po jego piersiach i ramionach w rytmie coraz szybszego stukotu serca. Ono szalało z radości, z nadziei, z pragnienia. Wziął ją na ręce i położył na kanapie. Odwrócił jej twarz ale nie patrzyła na niego Miała chłodne, smutne oczy i tylko ręce nerwowo rozpinały koszulę.

Był jej teraz potrzebny bardziej niż ktokolwiek inny, bardziej niż Rafał. Nie chciała miłości, oddania, nawet czułości. Potrzebowała akceptacji, podziwu i pragnienia w jego oczach. Przed chwilą odrzucona, teraz ona grała główną rolę na scenie ich teatru. Rozdawała uśmiechy i ukłony. Odtwarzała gesty i słowa, krok po kroku. On miał być jej widownią, koszem róż i światłami rampy. Miał wynagrodzić maila, szaleńczą jazdę do starej willi i zawiedzione nadzieje. Nie był zastępczym aktorem w roli Rafała. Był nowym elementem, który reżyser wprowadził do gry po to, by ona nareszcie zaistniała w pełnym braw aplauzie.

Grała dobrze i w zapamiętaniu swój dramat. Nie czuła, że w tle, na drugim planie powoli rosną nowe dekoracje do innego scenariusza i dla innego teatru Krzysztofa.

Z pośpiechu rąk, z wąskiej linii zaciśniętych ust, z oddechu który zamarł pod napiętą skórą, odczytał jej pełną determinacji ucieczkę przed sobą. Jej prawdziwą tęsknotę za innym dotykiem, innym zapachem i głosem. Mógł ukraść te wyczekane przez niego chwile ale serce już nie wspinało się na palce z radości. Odpływała wielka fala pragnienia. Wracała dawna, którą tak dobrze znał, pełna spokoju i rezygnacji.

Popatrzył za okno, śnieżyca ustała. Przytulił jej ręce do policzka.

- Natalia, nie ma lekarstwa dla drzewa, które pękło. Trzeba czekać. Czasami odradza się z wiosną, jest kalekie ale żyje. Ogrodnik może tylko zagoić rany, blizny zostają.

Uniosła się na łokciach, miała twarz dziecka po wielkiej ulewie łez, zaróżowioną i jeszcze nadąsaną. Sięgała po niedopite wino gdy odezwał się telefon. Jej - hallo -przeciągłe rozleniwione zawisło w ciszy pokoju.

Głos Rafała był nerwowy, pośpieszny - Nie mogłem ci tego powiedzieć patrząc w oczy. Po świętach wyjeżdżam na parę miesięcy do Stanów jako korespondent. Pamiętaj o mnie.

Skończył rozmowę niespodziewanie, nie czekał na odpowiedź. Nie była mu potrzebni To był ostatni akt łaski. Od dawna drażniło go jej krępujące przywiązanie i to, że wszystko ci mówił traktowała poważnie, zbyt poważnie.

Wyłączyła telefon. Powoli i spokojnie włożyła płaszcz, pogłaskała Aresa. Czuła, że boli ją każda myśl i każdy ruch. W kieszeni dotknęła chłodnych kluczyków. Wyszła bez pożegnania, bez spojrzenia. Nie zatrzymywał jej wiedział, że nie trzeba. Powinien jej pozwolić odejść, tak jak chciała.

Reflektory wydobywały z mroku pola pokryte świeżym śniegiem w który drzewa wbijały swoje czarne pnie. Natura skończyła spektakl, kurtyna opadła. W świetle białego księżyca na świat spadła wielka cisza.

Krzysztof wyjechał latem do Francji oddając swój ukochany dom w dzierżawę. Czytał jej reportaże. Były krótkie, perfekcyjne, bez cienia zbędnych emocji, dostosowane do obowiązujących powierzchownych doznań. Awansowała i jej nazwisko zaczęło się pojawiać w innych mediach. Na tydzień przed świętami prasa doniosła, że dziennikarka zginęła w wypadku drogowym. Nikt nie wiedział dlaczego jechała z zawrotną szybkością po wąskich uliczkach przedmieścia. Może zawiniła pogoda. Tego wieczoru śnieżyca przylepiała do okien domów i szyb samochodów lodowate, fałszywe pocałunki.


 

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA