Strona główna / nr 1 (3) - ZIMA 2005 / MAŁOPOLSKI SZLAK PAPIESKI / Zima 1968
    
NUMERY ARCHIWALNE
KONTAKT
GALERIA - ZDJĘCIA
WADOWICE
TATRY
GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE
BESKIDY - JAN PAWEŁ II
BABIA GÓRA
GÓRY WYSOKIE
ROŚLINY I ZWIERZĘTA
LINKI
PROPOZYCJE WYCIECZEK
Noclegi Hotele
Wydawnictwa turystyczne
Samorząd Przewodników
polski
Zima 1968

Andrzej Matuszczyk    18.VII.2007

 

ZIMA  1968  - ZIMA 2008:  WSPOMNIENIA, NADZIEJE?...

 

Coraz częściej przydarza mi się nawiązywać do wspomnień, co głównie bywa udziałem osób starszych. Mogę więc zostać posądzony o jakąś grubą przesadę. W tym jednak przypadku powrót do lat minionych, a lepiej zim minionych ma na celu ukazanie nie tylko ogromnego przełomu w różnych zjawiskach towarzyszących masowemu narciarstwu ale jednocześnie przedstawienia wielu spraw od nas niezależnych, bo przez obecną cywilizację początków XXI wieku wymuszanych.

Cudownie puste góry, praktycznie bez wyciągów, narciarze lub narciarze turyści (na Kasprowym i Gubałówce w Tatrach zjazdowi, w Beskidach głównie jako turyści), wszyscy na prymitywnym sprzęcie. Za to turyści narciarze z „fokami” zasłużonymi szczególnie dla ubiegłych pokoleń. Całe góry bez „komórkowej” łączności, tym samym wymagające, bo niebezpieczne, z prawdziwymi zimami o metrach śniegu i mrozach zawsze 20-stopniowych. Tak przedstawiały się zimy lat 60-tych a tym bardziej okresy wcześniejsze.

W turystycznych wędrówkach po Beskidach najlepszymi, najbardziej skutecznymi okazywali się ludzie znający góry z lata, biegli w topografii niezależnie od niespodzianek pogody, którym ani mapy ani przewodniki (zwłaszcza ówcześnie bardzo zgrzebne zresztą mapy) nie były potrzebne. Komunikacja istniała kolejowa, autobusowa a dla zorganizowanych grup autokarami wycieczkowymi. Takie formy zdawały się od razu lepiej cementować narciarskie kręgi i społeczność.

Na nartach jeździli turyści i zjazdowcy ze wszystkich pokoleń, a starsi zawsze byli gotowi służyć doświadczeniem i przykładem młodszym. Z tak zorganizowanych środowisk rodziła się nowa kadra dla przygotowywania setek turystycznych imprez, zaś imprezy same w sobie stawały się poligonem dla zdobywania doświadczenia i przyswajania sytuacji, w której uczeń cenił nauczyciela darząc go zawsze szacunkiem.

W tym momencie rozważań a dokładniej skupiając uwagę na braku szacunku należy odnieść się do czasów współczesnych. Do czasów przeważnie pospolitego chamstwa, które pleni się dosłownie wszędzie: w urzędach, na drogach, w osobistych kontaktach między ludźmi, dosłownie wszędzie – więc również i na narciarskich trasach i górskich, beskidzkich stokach. Przybywają w góry, na narty coraz częściej ludzie pijani albo po prostu trzeźwi po chamsku (co może jest jeszcze gorsze). Pijani narciarze i podchmieleni osiłkowie na „snowboardach” zdają się czasami opanowywać stoki do tego stopnia, że konieczne staje się wprowadzanie policyjnych patroli

Podczas gdy fatalne zjawisko pijanych na zimowym sprzęcie można jeszcze próbować zwalczyć, całkowicie bezkarni wydają się już dzisiaj na górskich szlakach szalejący motocykliści oraz kierowcy terenowych samochodów. Czy to temat jedynie na lato? Nie sądzę. Zimy coraz częściej bywają byle jakie, za to sprzęt motorowy coraz wyższej klasy. Może już więc całkiem niedługo dochodzić do pierwszych kolizji narciarzy z motocyklistami czy też narciarzy z poruszającymi się autami z napędem na cztery koła. Mających wątpliwości co do autentyczności moich podejrzeń już teraz informuję, że w jedną z tegorocznych niedziel zaprzyjaźnieni GOPR-owcy naliczyli na wierzchołku Ćwilina w Beskidzie Wyspowym 15 samochodów i około 30 motocyklistów...

Masowe środki przekazu (za wyjątkiem popierania zewszechmiar cennego zjawiska biegania na nartach) skłaniają się ku modzie wyłącznie na narciarstwo przy wyciągowe, popierają przez to lobby produkujące taki a nie inny sprzęt. Nieustannie porównują przy tym małe polskie góry do austriackich kurortów czy podobnych im wielkich centrów narciarskich w Alpach. A te kurorty tak naprawdę dają narciarzom wybór trasy oraz rodzaju wypoczynku na śniegu, od form wypoczynku najbardziej podstawowego.

W konstrukcji nart i wiązań ogromny rozwój technologii pozwala na posługiwanie się sprzętem lepszym, lżejszym, który kilkadziesiąt lat temu był nie do pomyślenia. Satelitarne systemy nawigacji niejako usypiają czujność co bardziej zuchwałych, gdy zimą (i nie tylko) udają się w góry pewni, że komórka czy odbiornik GPS wyratuje ich z każdej opresji.

Tymczasem decydenci od regulaminu Górskiej Odznaki Turystycznej oddali całą paletę punktów i terenu miłośnikom Górskiej Odznaki Narciarskiej stawiając niejako znak równości między każdym szlakiem pieszym a możliwością zjazdu nim na nartach. Pomimo całego tego „przepychu nowoczesności” przeciętny narciarz przy wyciągu nie ma zielonego pojęcia o takich zjawiskach zimowej aury jak „gips”, „szreń łamliwa”, „kopny śnieg” czy „wiosenny firn”. A nie ma pojęcia dlatego, że jeździ tylko ubitym przy wyciągu stokiem, ewentualnie z kawałkami wystającej ziemi, gdy ma się ku wiośnie.

Niektóre forsowane w Polsce i za granicą nowości, jak np. uprawianie wędrówek zimą po górach na „rakietach śnieżnych” są w gruncie rzeczy wykorzystaniem do turystyki ale w sensie technicznym również kontynuacją poczciwych góralskich „karpli”.

Za współczesnymi trendami starają się nadążać wydawnictwa i oficyny produkujące przewodniki i mapy, serwując coraz częściej pozycje o treści pretensjonalnej, pełnej frazesów i pustosłowia. A niegdyś przecież to przewodniki bywały pierwszą i podstawową lekcją uczenia się górskiej turystyki.

Zamiast romantyzmu narciarskiego zakosu po świeżym śniegu, w ciszy i kontakcie z przyrodą przy dolnych stacjach wyciągów leje się strumieniami piwo, któremu towarzyszą przekąski pośledniego lotu, które utrudzeni i takim sposobem uprawiania narciarstwa ludzie i tak wchłaniają w wielkich ilościach. Mamy już setki narciarskich wyciągów i tras, do których coraz większa rzesza ludzi, zwolenników „białego szaleństwa” podjeżdża własnymi autami.

Turystyka narciarska po prostu już nie istnieje a jedynymi konkurentami szusujących przy wyciągach tłumów stają się (i na szczęście) narciarze biegające na śladówkach.

Całe góry jednak ostatnimi laty stopniowo zamieniają się nam w lunapark, czego najlepszym przykładem stała się Jaworzyna Krynicka z wybrukowanym kostką szczytem, pełnym baców i kiosków. Nieco może mniejszej ale także zasadniczej degeneracji uległo Skrzyczne w Beskidzie Śląskim, Pilsko w Beskidzie Żywieckim, czy okolice Eliaszówki i Pustej Wielkiej w Beskidzie Sądeckim.

Właśnie „nowe” zbliża się również do Śnieżnicy w Beskidzie Wyspowym (w budowie nowoczesna kolej krzesełkowa). Gospodarzom Limanowej i Słopnic od dawna marzy się kolejny lunapark z koleją krzesełkową tym razem pod szczyt Mogielicy oraz trasami zjazdowymi dla narciarzy w kierunku Słopnic Królewskich.

Czy można jeszcze liczyć na to, że wrócą w góry Narciarskie Rajdy „Na Raty”, Narciarskie Rajdy Chłopskie czy Wysokogórski Tatrzański Rajd Narciarski PTTK? Można oczywiście tylko marzyć, ale nie będzie z tego nic. Po prostu mamy inną mentalność, inne upodobania, nadeszły całkiem nowe czasy.

Temu smutnemu zdaniem moim obrazowi towarzyszy coraz większy brak chętnych do społecznej działalności w turystyce (w tym także w turystyce narciarskiej). Zdajemy się zapominać, że dzięki tej działalności i tym działaczom przez wiele dziesiątków lat kwitło narciarstwo w swej najszlachetniejszej formie: w zdrowiu, kontakcie z przyrodą, trudzie najpierw podejścia dla większej przyjemności zjeżdżania, we wzajemnym szacunku, codziennych odruchach naturalnej przyjaźni i serdeczności.  

 

Beskidy strona główna >>>

Tatry strona główna >>>

© Wszelkie prawa zastrzezone     INTERAKTYWNA POLSKA
Webmaster: PROMEDIA